Winter Blues

19.01.2013 :: 14:59 hejt harder (5)

Nie pisałem długo. Powodów jest kilka. Niestety trójca święta czyli Kwejk, 9gag i Youtube zabijają mi w pracy czas równie skutecznie co amerykańskim żołnierzom straszenie afgańskich dzieci nieuzbrojonym granatem w przerwach między akcjami bojowymi. Czuję się odmóżdżony i czytanie książek też odległe jest dla mnie jak polskiemu gimnazjaliście. Ostatnio kiedy musiałem przeprowadzić w pracy wideokonferencję z Essen w jęz. angielskim to przypominało to aplikację o pracę Janusza z Biłgoraju w londyńskim urzędzie pracy  "YES SIR?" "TO JA SIE KURWA PYTAM CZY PRACA YES? " "CAN YOU REPEAT SIR?" " JAKI PIT KURWA, NIE WYPEŁNIAM PITU BO JESTEM BEZROBOTNY KURWA".Poza tym w moim telefonie od 2 miesięcy burdel w muzyce jak w gruzińskim urzędzie celnym. Tagowanie tracków na Nokii E52 niestety nie wystarczyło do równie dobrego ogaru tejże samej czynności na XPerii. Smartphone usilnie próbuje mi udowodnić, że wie lepiej gdzie ma być dany track i dlatego znajduję potem numer Noisii w albumie Majki Jeżowskiej. Czuję, że każdy gimbus by to lepiej ogarnął. Do powrotu na ownlog natchnęło mnie kilka rzeczy. 1. Przydrożne "zbieraczki grzybów" pracujące twardo w mrozie zamieniając podarte przez grube paluchy tirowców kabaretki na getry z kozakami. Jak one pracują to ja też działam. 2. Wczoraj nie piłem, a nie pity piątek to produktywna sobota(nie dotyczy rosyjskich policjantów). Zatem do dzieła 

Na pierwszy ogień idzie nowiutki dla mnie duet Concept & Shnek. Nie są to anonimowe gwiazdki youtube tylko artyści zaklepani już na scenie przez dobre wytwórnie. Nie wiem jakim cudem ich ominąłem. W każdym razie grają fajną soulową odmianę bejsów z dużą ilością sampli z instrumentami z tymże gatunkiem związanymi. Mnie siedzą idealnie. 
Utworek prowadzi męski wokal. Na szczęście to ta zajebista odmiana nie związana ze znanym w muzyce trance gaybarowym jęczeniem chłopca w samych ogrodniczkach wijącego się na rurce, śpiewającego o nieszczęśliwej miłości do ogrodnika Karola.


Drugi track ma upliftingującą trąbkę i również męski wokal. Track sprawdza się przy śmiganiu po lesie na nartkach jak i przy zachęcaniu kupy do opuszczenia ciepłego zaparciowego jelitowego domku. (fecal joke: check !)


Nie może być zbyt kolorowo i penerską krainę teletubisiowego bejsu najeżdża Black Hawke od Mt. Eden rozkur**jąc Tinky Winky z karabinu maszynowego. Bunkier, w którym schroniła się reszta tych spasionych kolorowych kozodojów otrzymuje wobble bass, że aż ich odkurzacz nie wytrzymał i zaczął mordować. Po tym uroczym intro powiem, że to jest remake oryginału, który miał zaledwie 1:50. Wydłużona do ponad 3 minut wersja pozwala spokojnie dokończyć intensywny i brutalny, acz dość krótki seks w masce Zorro ze swoją dziewczyną. 

Skoro już poruszamy się w tych rejonach to muszę odszczekać to co napisałem o albumie "Oldschool Dubstep  Collection 18 ". Znalazłem tam taką perełkę, którą stworzył sam Caspa. Nie muszę chyba przedstawiać kim jest ten pan. Skrzypce z orientalnym zacięciem i wiertarka? Brzmi jakby Kaczor Donald miał przestać chodzić bez gaci. Jednak uważam, że numer rozgniata pozytywnie w erze domorosłych producentów tworzących swój dubstep z dźwięków starej myjącej patelnie druciakiem oraz pierdnięć ojca nagranych Iphone'm. 


Nie wierzę, że wśród moich czterech czytelników nie ma choć jednego, który nie lubi bardzo głębokiego, mrocznego co najmniej jak otwór Batmana dubstepu. Jeśli ktoś śledzi ownloga od początku( prawdopodobieństwo równe znalezieniu syberyjskiego abstynenta) to wie, że jaram się niesamowicie duetem Kryptic Minds. Daję ich kawałki niezmiernie rzadko, bo to już bardzo daleki rzut kamieniem od tego co zamieszczam normalnie. Ten kawałek na ciężkie dni, kiedy autobusem, w którym jest -10 o 5 rano jedziesz na 12 godzinną zmianę jako kasjer w McDonalds. "This is no longer war, this is Cold Blooded Murder". Słuchawki nauszne lub dobry subwoofer oraz brak trajkoczącej baby obok w aucie - NIEZBĘDNE. Naprawdę epicki track.


Na koniec zrobiło się zbyt poważnie więc rzucam taki sobotni bangerek na imprezę. Tantrum Desire lubuje się ostatnio w takich lajtowych dance'owych trackach. Najpierw Reach Out, a teraz ten. Jak wiadomo, lajtowy tandetny wixa bass łykam jak Jenna Jameson dzidkę i wam też polecam. 


Tantrum Desire - czyli afroamerykanie drum'n'bassu w profesjonalnej akcji dyskdżokejskiej. Fotka z dyskoteki kolonijnej .

zmyła hihi

14.02.2013 :: 15:40 hejt harder (0)

nie wiem co tu robie

kolega chcial zebym linka wrzucil do jego strony
to wrzucilem, bo dobry kolega jestem
no ale tak sobie pomyslalem
ze skoro juz tu jestem
to juz szczytem lenistwa by bylo nie wrzucic piosenki
ale potem sobie pomyslalem
jaki sens ma wrzucanie pisenki na bloga
i nie napisanie ani slowa
no to sobie tak pisze
i w miedzyczsie mysle
co by tu wrzucic
hmmm..
malo ostatnio slucham muzyki to musze dlugo pomyslec
poczekajcie chwile
..
..
.
.
przejze jutuba
...
.
.
dobra to macie na poczatek pizgacza
nie jest co prawda pierwszej swiezosci 
ale jest grubszy od swietego mikolaja
wiec nawet jak to slyszeliscie to milo bedzie znow posluchac



no i od razu zaczynam szybciej myslec
to jedziemy dalej
..
.
ok, pozostaniemy w klimacie swietego mikolaja
tylko teraz bedzie grubas w wersji grincha
troche mroczny kawaleczek
niepokoj..


no i standardowo 
trzeci i ostatni kawalek
zaraz sie dowiemy co to bedzie za kozaczek
..
..
.
no dobra
lajtowo, aczkolwiek niepokoj rowniez jest wyczuwalny
zajebiscie zgrane z teledyskiem



to strzala chlopacy i dziewczny
fajnie bylo popelnic ten wpis
bardzo odswiezajace doznanie
no to pozdro i sluchajcie GLOSNO!!!

bugaj

Lato i grube dzieci

09.05.2013 :: 21:20 hejt harder (1)

Lato wyszło zza chmurki jak wiecznie uśmiechnięty naćpany bobas robiący za słońce w teletubisiach. Psie klocki uśmiechają się do mnie i mówią "wejdź we mnie" o wiele lepiej niż polskie amatorki porno robiące gałczaka wysuszonemu licealiście, który gra akurat w tym odcinku hydraulika. I pojawiło się coś co uradowało wielu ludzi, przegrzebujących Youtube w poszukiwaniu muzyki z wytrawną wprawą i spokojem pana, którego o 21 spotkasz w twoim śmietniku z latarką górniczą. Otóż mamy erę Spotify. W tym wypadku ten blog staje się mocno zbędny więc skupię się na relaksie i paru numerkach bez wczuwy nażartego fetą fana ciężkich brzmień tańczącego samotnie przy pisuarze w klubowym męskim kiblu. Moi sąsiedzi mają mocno niepewny stosunek do mojej osoby. Wiąże się to z absolutnym mistrzostwem w combosach rzucanych na cały regulator wiązanek bluzgów do telewizora kiedy gram w Fife online oraz okazjonalnym weekendowym zamiłowaniem  do żenującego disco polo. W tyg kulturalnie od godz 9 po bassie słychać, że z mieszkania na czwartym jedzie raczej elektronika, ale w weekendzik jak wpada pewien typ to pojawia się Shazza i MIG. Co zrobić, są koledzy od techno i są koledzy od DI-PI (tak czadowo można skrócić Disco Polo). Melanż mnie porywa i zawsze kończy się tym gównem i rano mi wstyd :D. Co do muzyki to Spotify otworzyło wiele drzwi. Jestem zakochany w tej aplikacji równie mocno jak w mej pierwszej dziewczynie kiedy mówiłem jej w 6 klasie podstawówki " słuchaj, kocham Cię, nie martw się, nie zmieniam dziewczyn jak rękawiczki". Owszem, wtedy tylko wymieniałem chusteczki przed kompem. Na dzień dobry wjadę z numerem formacji The Prototypes, która NIGDY jeszcze nie wypuściła czegoś poniżej 8/10 w moim mniemaniu. Oficjalny teledysk do numeru błagam omijajcie, bo śmierdzi wczesnymi podrygami obślinionych grafików komputerowych, którzy robili animacje do koncertów Dj'a Bobo w latach 90tych.


Drugi numerek to jeden z tych " ej ku**a znam ten numer" jak słyszysz go w secie, ale nie masz pojęcia czyj jest. Klękam przed Spotify i rozpinam mu gacie, za to, że nieskończona ilość płyt d'n'b i przeróżnych kompilacji wciąż czeka na odkrycie i przesłuchanie. Żebrający głosik robota, który błaga w tym numerze aby przyjęto go do Transformersów, ale niestety jest fiatem multipla mnie się bardzo podoba, gdyż numer od dawien dawna mnie miażdżył. Skrzypce na cracku lub cokolwiek to jest, użyte jako sampel przewodni smyrają mi przyjemnie plecki i uszy. Enjoy. Reklama Head & Shoulders z typami tworzącymi wyjebisty symultaniczny futbol nie przeszkodzi wam w wysłuchaniu tego bangera. Zresztą i tak jest rasistowska, bo to czarnuch ma łupież heheheh.


Kolejne kawałek bejsowego placucha to jak zwykle piekarnia szpitalna. Hospital wydał dwie składaneczki o uroczej nazwie "Weapons of Mass Creation", o których istnieniu nie miałem pojęcia. Całe składaneczki polecam z całego serca dla każdego kto chce spędzić miły letni wieczór przy piwku bez zbytniej kopaniny dźwiękowej po uszach. Zdrabniam każde słowo jak fryzjer męski o dłoniach damskich, ale już 3 piwko wjeżdża więc robię się przemiły i mógłbym pracować bez stresu w tym stanie w informacji PKP na dworcu w Kosmatym Borku (tak, to prawdziwa miejscowość ).


Dopóki Spotify nie da nam możliwości normalnej formy opłaty miesięcznej dopóty bedziemy zmuszeni co 3 kawałki słuchać tego osła i jego koleżanki analnej, którzy pier**lą o korzyściach jakie niesie rzyganie hajsu na Spotify. Wszystko fajnie dam wam kasę, ale nie dam wam numeru karty kredytowej. Dobra teraz stary numer Sub Focusa, który tym razem nie śmierdzi warzywami i siłownią jak ciało Ibisza.  
n

Na koniec twarda bania i zaciśnięte pięści. Z tym numerem wiąże się ciekawa historyjka z Let it Roll. Jeśli ktoś mnie zna to wie, że byłem w namiocie Therapy Sessions na Let it Roll w Polsce. Wie również, iż strasznie rozniósł mnie występ Panacei. Najzabawniejsze jest to, iż aby wyrobić sobie opinię o wykonawcy znanym pod pseudonimem Switch Technique wystarczyły dwie recenzje znajomych. Nawet nie zostałem na jego secie tuż po Panacei, bo mówiono iż gra taką rozpierduchę, że ludzie przychodzą w maskach gazowych oraz maskach świń. Pierwszy numer jaki odsłuchałem puściłem koledze po to aby udowodnić mu jaką typ gra rozpierduchę... i zakochałem się od pierwszego odsłuchu. Lokomotywa bejsu i totalna samplowa zagłada. Jeden z najlepszych ciężkich bejsów jakie słyszałem i to MADE IN POLAND. 



Na koniec absolutne mistrzostwo pod względem pomysłu na grafikę. Okładki składanek Hospital.

Reality of life seems unnecessary

03.06.2013 :: 17:13 hejt harder (3)


Aktualnie pogoda zmienna jest i człowiekowi robi się ciepło/zimno jak syberyjskiemu posiadaczowi sławojki na zewnątrz, którego goni sraczka. Czuję się trochę jak sflaczały balonik w kształcie delfina który, resztkami helu unosi się w środku pokoju, ale wszyscy chcieliby żeby już umarł, bo odpust był 2 tyg temu, a dzieciom się już znudził. A co człowiek robi w stanie przyjmowania na siebie smutnej prozy życia zwanej potocznie ciężką chujnią? Ja się tarzam w wielkiej kupie muzyki z radością owczarka niemieckiego, który przyuważył dorodnego krowiego placka, w którym można się wytarzać, a właściciel nie zdąży go już powstrzymać. Jeśli ktoś śledzi z nudów facebooka i nawet wpisy sortu "zrobiłam placka, mniam kurwa mniam" i brzydka babka cytrynowa pierdolnięta instagramem z filtrem sepia, wydają mu się ciekawą formą spędzania bezsennych godzin nocnych to na pewno nie umknęło jego uwadze, solidne napierdalanie przez wszystkich teledyskami Rudimental . Jak słusznie stwierdził mój kolega, rozsądnemu człowiekowi nazwa kojarzy się z bandą kolorowych cwelków z Afromental z ŁOZO na czele, któremu naprawdę życzę aby nagrał coś z Pikejem i wystąpili razem w Tańcu z Gwiazdami. Rudimental jednak poza podobieństwem nazwy nie ma nic wspólnego z jęczącym pornosprzedajnym vivacrapem, który robi Afromental. To fajna formacja 4 Dj'ów robiąca drum'n'bass dla trochę szerszej publiki. Pozwoliłem sobie przesłuchać ich płytę pt. "Home" i powiem szczerze, że takdobrego krążka naprawdę nie słyszałem od bardzo dawna. Numery są od siebie bardzo różne, od wolnych balladek po szybkie upliftingujące numery, z których sporo okraszonych jest pięknymi damskimi wokalami z Emeli Sande na czele. Sądziłem, po pierwszych numerach, że zrobi się trochę serowo jak z Dj Freshem, który trochę już wjechał na magazyn swoim wózkiem widłowym z paletami komery i udaje, że nie wie, że towar trefny . W każdym razie płyta Home absolutnie godna polecenia dla każdego słuchacza nawet spoza klimatu D'n'B. Ja dam numer, który jest znany, ale szybszy klimatyczny i mniej znany jego remix Andyego C robi robotę.


Dwa następne numery to taki tripujący wkrecający drum'n'bass na rozkminy o życiu kiedy ruszasz kompulsywnie rękami mieszając żurek. Concord Dawn - przesłuchałem tylko świeżą płytę Air Chrysalis i tylko ten numer mi podjechał, bo za dużo wokali męskich na reszcie tracków się pojawiło. Niemniej jednak ten śmietnik kryje starsze śmiecioszki, bo kilka starszych numerów tej formacji brzmi świetnie. Zgłębię na pewno z wprawą LATARBEJA (nocnego menela z latarką).


State of Mind to super transujący banger. To taka śruba wchodząca w kołek rozporowy wsadzony w Twoje uszy.  Powoli i systematycznie się zagnieżdża. Niestety z lenistwa nie przesłuchałem jeszcze ich płyty "Nil by Ear ". Leży u mnie na dysku jak kanapka, którą mama z miłością robiła Ci co rano, a Ty szedłeś wpierdolić zapiekanę ze sklepiku i jeszcze ujebałeś sweter z myszką miki majonezem. Matka wiedziała, że jadłeś szkolne gówno, a kanapka po wakacjach sama postanawiała ruszyć w przygodę mając już wtedy swoje własne nóżki.


Na koniec przyjemny numerek Wilkinsona na party klubowe, bo po 5 piwkach szaleni od procentów licealiści nie rozróżnią czy grasz hard houseowy remix Eweliny Lisowskiej, hardtrance'owe wersje piosenek z Pana Kleksa czy też drum'n'bass. Najbardziej klasyczny bejsowy hicior jaki może być. End of story. Tańcz i nie pierdol, że "dramenbejsów to ja nie słucham" , bo bawisz się, przy d'n'b nawet o tym nie wiedząc ty ignorancka licealna larwo ! I zdejmij te Ray Bany, bo matka będzie płakać, że ktoś głową Ci je połamał na mordzie ! (przepraszam, mam wahanki nastrojów, odstawiłem Prozac :] ). Tak naprawdę to numerek idealnie nadaje się do bezmózgiej rozkosznej chwili, gdy po pół litra prujesz sam z zamkniętymi oczami o 3 w nocy w domku działkowym jak wszyscy już umarli.


I need to know cause I want You Babe, no matter what I Do, no matter what I do.

DO ZOBACZENIA NA LET IT ROLL I AUDIORIVER !!!





Dat Bass

02.07.2013 :: 14:56 hejt harder (2)

Wreszcie słońce " z buta wjechało" niczym raper Sobota w jednym ze swoich przesyconych intelektualizmem utworów :). Małolaty powyjeżdżały na kolonie ukrywać się za domkiem z papieroskami i wódeczką, po której w koedukacyjnych pokojach uprawiają nieudolny petting pod kocem przy dźwiękach Pharrella i Daft Punku. Niestety letni hicior baronów elektro i Pharella o głosiku transwestyty jest ewidentnym przykładem polityki jednego klocka. Cała płyta Daft Punku ujedzie na renomie zespołu, ale jeden numer NO MUSIELI KURWA ZROBIĆ do klubów, aby potem wsypać dolary do wanny i wytarzać się jak pies w gównie. No i widzę potem te tępe mordy podśpiewujące "nenenennenene get lucky" (gdyż angielski mają na poziomie polskiego operatora betoniarki w UK).  Wybaczcie uzewnętrznienie nienawiści, ale czasem te klubowe kupeczki wystrzelane prosto w uszy kolorowej SWAG młodzieży mnie wyprowadzają z równowagi. Na szczęście są artyści, którzy potrafią ożywić kretyńskie tjuny i niczym niebieska tabletka z flaka uczynić ptaka. Tym razem remix TC, który znany raczej z twardszych brzmień bardzo fajnie zamienił ten numer na lajtowy drumowy banger. MAŁO FARELA DUŻO DNB. Ta formuła mi pasuje. Oceńcie sami



Ostatnio siedzę w biurze i mam sporo monotonnej roboty sortu "zapisz jako kopiuj wklej, szukaj w google, fun, że hej". Nie da się 8h słuchać dnb więc postanowiłem pogrzebać w twórczości producenta, który zremixował Raise Your Weapon w taki sposób, że numer potrafi wywołać u mnie ciary i wycisnąć łzy tak dobrze jak film BAMBI.
Mowa jest o artyście o ksywie Madeon.
Chłopaczek na pewno wyłapywał klemensy w szkole, kradli mu hajs na zapiekanki i nie chciały go koleżanki, bo miał klate jak zdeptane skrzypce, a rączki tak cienkie, że mógłby nimi pomidorową mieszać na szkolnej stołówce. Ale siedział zamknięty w pokoju i kombinował z muzyką. I wykombinował najpierw zwycięski remix żenującego utworu Pendulum pt "The Island", a następnie wypuścił filmik z mashupem swoich ulubionych kawałków popowych zagranych na launchpadzie. Sądzę, że po tym jak zrobił błyskawiczną karierę, jego zdeptana klata i suche pęcinki, którymi klika na filmiku w klawisze, stały się obiektem pożądania niejednej 14 latki. Mam szacunek do tego dzieciaka jak stare baby do proboszcza. Numer jest taki pro, że pewnie matce upadł talerz z kanapkami z nutellą jak weszła do jego pokoju kiedy zagrał go pierwszy raz. 19 milionów wyświetleń. Dziękuję, do widzenia.


Dlaczego wprowadzenie Madeona? Otóż kolejnym numerem, który mnie złapał za uszy jest remix właśnie jego hitu pt. Icarus. Panowie Fred V & Grafix choć wyglądają jakby mieszkali ze sobą w gejowskim konkubinacie to remix zrobili absolutnie genialny. Zrobiony ze smakiem i tłusty jak Magda Gessler. Popowy electro sznyt zmieszany z bassowym zacięciem. Drop w tym kawałku urywa głowę jak decyzje Zdanowskiej w Łodzi. TAŃCZYŁBYM.


Scena Drum'n'bass w UK jest tak rozwinięta, że są artyści, którzy przepychają swoje numery do szerszy kręgów odbiorców spoza słuchaczy gatunku. Dj Fresh, Rudimental, a w tym wypadku Brookes Brothers. Numer jest przedobry, choć nie lubię męskich wokali, które odrobinę jęczą. Tym razem zbudowany na lekko przepuszczonym przez maszynę głosie i zajebistych samplach, numer się obronił swoim soulowym brzmieniem połączonym z bejsikami. Smaczny jak kebab o 4 rano, którego połowe możesz zjeść dnia następnego ze swoich spodni. Na lato idealny.


Danny Byrd to jeden z wykonawców, który jest tak brzydki jak dobrą robi muzykę. Aparycja Liverpoolskiego złodzieja kartofli dodaje mu jednak tylko uroku, bo wiecznie uśmiechnięty robi mega pozytywne tracki i nigdy nie schodzi z jakości jak turecka heroina. Zawsze wielkie propsy dla Dannyego, bo słychać w jego numerach, że jara się starymi acid house'ami, oldskoolami i happy hardcorami. Wpływ starej szkoły wjeżdża w tym numerze wraz z wiewiórczym samplem wokalnym, który kocham jak Ewa Farna jazdę po alkoholu. Pełno popapranych cukierkowych sampli wierzgających na basslinie jak kucyki Pony nażarte owsem z amfetaminą. Cała płyta Byrda pt. " Golden Ticket" warta nabycia lub chociaż przesłuchania. 


Na koniec bejsowej części zarzucam numer do refleksji o nieudanym małżeństwie, kiedy leżysz na różowym łożku w kształcie serca i musisz szybko wypalić szluga bo zostało Ci 5 min czasu, a obok leży i chrapie Figlarna Janina, bo tylko na taką było Cię stać. Muzyka ukoi wewnętrzny płacz duszy. Nie no dobra przesadziłem. Dobry liquid bass. Po prostu. Bez zbędnych komentarzy.


Pozostając w letniej tematyce burdeli, słońca i polskiej wsi wrzucam track o dubstepowym zacięciu, który wszyscy znają z rekalmy Nokii Lumia. Jest wokal damski? Jest. Jest tłusty bas? Jest. Jest melodyjka z zegarków Casio sprzed 15 lat? Jest. No to zupa popstepowa gotowa ! Możesz się oszukiwać, że ten kawałek Ci się nie podoba. Przecież słuchasz twardego gówna od Excision i Datsika, ale wiesz dobrze w głębi duszy, że po pół litra obudzisz się rano i będziesz na filmiku z telefonu kolegi jak próbujesz tańczyć nieudolne elektro, wykonując rękami ruch obecny przy pompowaniu roweru, próbując damskim głosem śpiewać "YOUUUUUUUU". Przykro mi. Tak to już jest z żulami. Wiem coś o tym.


"CZAS UCIEKA WIKSIARZE ! " - Robot Janek

Audiorajwer 2013

08.08.2013 :: 14:04 hejt harder (0)

Trochę mi się zbierało żeby się zebrać do napisania krótkiego podsumowania tegorocznego Audioriver. Upały są takie, że psie kupy momentalnie po wyjściu z otworu zamieniają się w kakowy gwiezdny pył, a śmieci w kubłach fermentują rozprowadzając uroczą woń cygańskiego kempingu wokół przychodni gdzie pracuję. Nie lepiej było na Audio, na które nauczony poprzednimi doświadczeniami wyruszyłem tak świetnie przygotowany jak nasi alpiniści na Broad Peak. CZYLI TAK ŻEBY JUŻ NIE WRÓCIĆ (dobra, za ciężki żarcik, słońce gotuje mi głowę). Przyczepa kempingowa rozbita na dziko obok jeziora była kozackim pomysłem do momentu kiedy o 5 rano budziłem się w temp. 40 stopni obok spoconego ziomka, który również nie wie, o której i jak trafił do wyra i dlaczego nie ma butów i śpi w opakowaniu. Nic to. Po jednej wyprawie do ulubionego marketu polaków, firmowanego przez uśmiechniętego jak po kwasie owada, mieliśmy już parasol, 3 krzesełka i 200 zł w plecy z tego tytułu. Jakaż jednak była nasza podła satysfakcja kiedy widziało się umęczone twarze wyzierające z namiotów  zza płotu OBOZU KONCENTRACYJNEGO SAHARA (pola namiotowego). Te twarze widziały 3 typów sączących piwko w cieniu parasola na krzesełkach obok przyczepy. Nawet wieczorny brak prądu w naszym caravanie nie przeszkadzał wcale dopóki można było o 6 rano wejść do niego przez okno (gdyż brak komunikacji sprawiał, że bez kluczy przyszedłem wcześniej). Tyle tytułem wstępu. To jednak nie blog o żulerskich dokonaniach 29 latka, lecz o muzyce i to ona była najważniejsza.


Głównymi highlightsami tego festiwalu dla mnie byli : Rudimental, Netsky Live, Dirtyphonics.

Piątek. 

Najpierw trafiłem na koncert Ayi Marar. Na rozgrzewkę. Pani jest mi znana z nagrywania wokali numerów Camo& Crooked. Szedłem na ten koncert jak Warszawa po wojnie, zbombardowany i niepewny mej przyszłości. Ku memu zaskoczeniu Ayah zagrała wszystkie swoje znane kawałki rozkręcając totalnie publikę. Znanych kawałków było 5 i...KONIEC. Oto jej największy banger poza collabami z C&K.
Powyginała śmiało ciało swoich ciuszkach z thrift shopu i paru obślinionych, naćpanych grochami typów z pierwszych rzędów pod sceną na pewno miało trudny czas ze swoimi Wojtusiami pod prysznicem o 5 rano. Koncert trwał 30 min. Idealna rozgrzewka, bo tuż po niej nadjeżdżała sama królewna śnieżka liquid funku - Borys "The Laptop" Danone ze swoimi krasnalami na instrumentach. Na NetskAJU byłem wielokrotnie jak jeszcze był zapryszczonym gnojem, któremu upiekła się kariera przez Youtube oraz niewątpliwy talent jaki posiadał do tworzenia liquid funku. Nawet zawitał do naszych łódzkich Kontrastów(ś.p.RIP) pare lat temu. Teraz Boro jest gwiazdą, do której czekają kolejki 17 letnich swag-drumowych obciągar po koncercie. Nie zważając na te niuanse ruszyłem na koncert i akurat tak się zdarzyło, iż uaktwyniły się pewne substancje i okoliczności. Koncert zniszczył mi mózg, jak odcinek Plebanii. Takiej euforii, miłości do ludzi i dzikiego tańca do bardzo bardzo lajtowych drumów nie przeżyłem chyba nigdy oprócz setów High Contrasta. Można mówić wiele o Netskym, ale na Audioriver zniszczył system jak Wałęsa i pewnie sam stałbym w kolejce do obciągania gdyby nie resztki zdrowego rozsądku hahah. Tu fragment koncertu z użyciem niewątpliwie utalentowanej wokalistki. Jak chcecie pójść z dziewczyną na bejsy, a ona niekoniecznie chce założyć maskę gazową i patrzeć jak bez skarpetek i koszulki, w masce świni machasz rękami i nogami bez ładu i składu z miną wkurwionego odyńca wykrzykujesz mroczne intra do kawałków neurofunkowych i techstepowych- zabierz ją na Netskaja. Będzie przyjemnie i bez problemu potem odda Ci się za to w namiocie. A tak to będziesz leżał bez gaci obok namiotu w masce świni i po co Ci to?

Tu w zasadzie piątek się dla mnie skończył. Ruszyłem na koncert KLUTE&NYMFO. Spodziewałem się idealnego odpoczynku po koncercie Netsky. Bylem przekonany, że zagrają liquid drum'n'bass w bardzo lekkiej odsłonie. Idealny na dobitkę piwem w tłumie o 4 rano. Nadzieja matką głupich. Miało to być takie ciastko z kremem po głównym daniu, a okazało się zgniłą parówą w suchym francuskim cieście. Chłopaki dali się ponieść emocjom i zagrali mix ciężkiego brzmienia z NIE WIEM CZYM. W każdym razie brzmiało to beznadziejnie i odechciało mi się po 30 minutach przebywać na ich secie zupełnie jak na setach Dj Organixa i Mc Proboszcza i na Ambonariver co niedzielę. Tu dam jednak fajny kawałeczek Klute'a, którego nie udało mi się niestety usłyszeć.


Po przybyciu do przyczepy kempingowej o 5:30 rano zostawiłem pod oknem buty i niczym skarpeciana glista wślizgnąłem się przez nie aby zapaść w zasłużony sen.

SOBOTA

Dzień kulminacyjny rozpoczął się od pytania " gdzie jestem, co robiłem i dlaczego tu jest kurwa tak gorąco".
Potem poszło lepiej. 250 schodów i 2km do centrum miasta Płock, gdzie również od południa na rynku odbywała się podła wixa, aby tłuczenie basów usprawniało Ci wchłanianie kebaba lub pizzy, gdyż innego rodzaju jedzenia nie dało się tam uświadczyć. Nie było co marudzić, mimo że kolejki wszędzie były horrendalne. Kocham sklep na samym wierzchołku schodów w Płocku. Zawsze jest do niego taka kolejka, że pani Jadwiga niczym wytrawny bramkarz wpuszcza ludzi do środka partiami. Uzbrojeni w ilośc alkoholu kupioną pod egidą " WEZMĘ WIĘCEJ NIŻ MI SIĘ WYDAJE - NAJWYŻEJ ZOSTANIE", ruszyliśmy w dół na słoneczny chil w 30 stopniach. Podczas szwendania się po tumach płockich dało się słyszeć około 15 próby wokalistki Rudimental wraz z zespołem i zwiastowało to genialny koncert wieczorny.

Jadłospis na wieczorną bombę był następujący. Submotion Orchestra, Paul "minimal hałsiarz" Kalkbrenner, Rudimental, Dirtyphonics.

Submotion Orchestra raczej pomylili festiwale, bo zbombardowany i nażarty narkotykami tłum nie był gotowy na lekkie instrumentalne przysmęcanie do całowania się na wzgórzu przy winku Kadarka i serku wiejskim z bułką pszenną. Niemniej jednak w innych okolicznościach na pewno na ten koncert bym się wybrał. 

Paul Kalkbrenner -  Na Paula zawsze warto popatrzeć, bo jest Mobym tech housu i minimalu, muzyki dla mnie równie bezsensownej co sport zwany joggingiem. Biegnie i biegnia ta muzyka i nic się nie dzieje i koniec. Zapewne obrażę tu wiele gustów i guścików. Każdy ma prawo słuchać czego chce, Paul gra fajnie, nawet czasem ucho się zawiesi pomiędzy jednym łykiem piwa a drugim, ale po prostu mnie to nie porywa jak miłość tirowca do ukraińskiej dziwki. Zresztą set moim zdaniem zdecydowanie gorszy od tego sprzed 2 lat. Wtedy faktycznie, mimo że nie słucham tej muzyki to potrafił mnie na godzine zatrzymać pląsającego w tłumie jak naje**na rusałka.

Rudimental - Jak dla mnie największy highlight całego festiwalu, gdyż ich płyta Home to absolutnie najlepsza płyta z gatunku jaką słyszałem w tym roku. Nie zawiodłem się. Był świetny kontakt z tłumem, były solówki na trąbce, był wielki murzyn MC, który siał zajawkę do tańca i miłości do tańczących bliźnich. Była wspaniała wokalistka i niesamowicie ciepła atmosfera całego koncertu. To już zupełnie inna klasa zespołu, brzmienie i jakość muzyki drum'n'bass. Po prostu klasa sama w sobie. Spokojnie na ich koncert mógłbym zabrać moich rodziców mówiąc, że to jest właśnie współczesny drum'n'bass w najlepszym wydaniu. To nie koncert gdzie naćpany z wywalonymi gałami prujesz jak dziki do szalonych ścieżek basowych i perkusyjnych. To po prostu świetna zabawa i introduction do muzyki, którą można kochać tak mocno jak ją kocham. 10/10. Ich pożegnalny kawałek mówi sam za siebie.

No i zagrali z live vocalem Ready or Not. To mnie zniszczyło doszczętnie, jako że jako fan Sonic Trip byłem wywalony w kosmos jak Baumgartner jak to usłyszałem. Filmik z popisami wokalnymi lokalsów z Płockiego MAM TALENT NA BOMBIE, ale oddaje atmosferę tysięcy ludzi, których porwał koncert.


Dirtyphonics - Godzina 3 w nocy. Formacja, której twórczości praktycznie nie znałem. Wiedziałem jedynie, że wszyscy mają mokro w majtach na ich show. Wypiłem zatem na szybkości dwa piwa i zająłem wraz z mym kompanem odpowiednie miejsce aby mieć wystarczająco przestrzeni do machania nogami i rękami w zawrotnym tempie. To był koncert, który miał mnie wyzerować fizycznie i psychicznie z całego bajzlu, który mi się zdarzył w tym roku. To co się stało przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Poziom piekielnej rozpierduchy, który się wydarzył na ich secie był niewyobrażalny. Już po hardcorowym intro wiedziałem, że zejdę prawie na noszach, a sam szatan musi pruć w pierwszym rzędzie pod sceną. 10 min po początku koncertu nie miałem już butów i skarpetek. Po 20 nie miałem koszulki, a wokól nas stworzył się spory krąg, gdyż miałem minę rozwścieczonego, nażartego toną prochu psychopaty i z taka prędkością machałem kończynami górnymi i dolnymi, że ktoś mógłby rzucić klasykiem " MIOTA NIM JAK SZATAN". Chłopaki z Dirtyphonics dali z siebie wszystko łażąc po stole z gramofonami, skacząc w pulblikę i drąc się niemiłosiernie przkeleństwami do mikrofonu, co mimo mniejszej ilości ludzi (tylko najtwardsi wytrzymali tą rzeź do 4 rano) dało NAJLEPSZY SHOW AUDIORIVER. Zszedłem z koncertu słaniając się na nogach i ledwo dotarłem do przyczepy. Zakwasy schodziły dwa dni. " Are you ready for some FUCKIN' DRUM'n'BASS ?!?! " . Oh I so was  !!! Coś pięknego. Let's get Dirty.



Mam nadzieję, że zachęciłem ludzi do przyjazdu na ten polski festiwal elektroniczej odklejki. Do zobaczenia za rok !

Destroy Yourself - Autumn is coming

27.08.2013 :: 15:32 hejt harder (0)

Dzisiejszy wpis to mniej pier**lenia i więcej muzyki. Nazbierałem naprawdę sporo tracków ostatnimi czasy podczas moich urlopowych samochodwych wojaży po polskim kraju, gdzie absurd na drogach sięga zenitu. Jedynym sensownym rozwiązaniem stojąc w 4km korku na wyjeździe z A1 w Gdańsku jest słuchanie bejsów i żarcie tabletek na uspokojenie. Imponujące jest to, że debile z Gdyni postanowili ją rozkopać w sezonie urlopowym. Wracając jednak do meritum. Pierwszy numer poznałem oczywiście na melonie w sytuacji, gdzie różnorodność gustów muzycznych nie pozwalała mi na bycie bezczelnym didżejem puszczającym Black Sun Empire i tańczącym samotnie z bananem na ustach i trzema promilami w krwiobiegu. Zastosowaliśmy złotą zasadę "po jedym kawałku" dla każdego i pośród popowego gnoju, który kalał me uszy, puszczanego przez niektórych gości nagle znalazła się perła. Serialu nie znam, ale jest o nastolatach więc pachnie crapem jak przedmieścia Bombaju. Jest trochę popowo serowy ten wałek, sądzę, że podjarane nastolaty ładowały go na Ipoda podrygując potem wesoło podczas gry w słoneczko, ale fuck it. Numer jest przyjemny. Ellie Goulding mogłaby być moją żoną przez telefon. Po prostu niech do mnie mówi. Ma taki głos, że to mi wystarczy.



Na drugi numer natknąłem się dzięki reklamie wytwórni Hospital. Pojęcia nie miałem o takiej formacji jak Other Echoes. Nową płytę łyknąłem szybciutko jak zawstydzona niewiasta  pierwszy blowjob. Nie wiem co jest ze mną nie tak, ale rytmicznie pocięte cuty wokalne robią mi mokro w uszach jak Johnny Depp połowie kobiet w majtkach. Chyba tyle lat happy hardcorów i oldschooli nafaszerowanych naćpanymi wiewiórami na wokalu musiało mnie spaczyć. W każdym razie płytkę polecam maksymalnie, bo baaaardzo przyjemne dźwięki się z niej unoszą.


Kolejny kawałek daję ze względu na smutną wiadomość o śmierci jednego z rolkarzy z NY, którego bardzo lubiłem. Najlepsza jego sekcja miała właśnie ten kawałek Bonobo. Enough said. R.I.P Alex. NIe znałem wcześniej Bonobo, ale numer ma niesamowitą duszę i na pewno się zapoznam z twórczością.


I znów wracamy do klimatu wesołych wokali na bejsowych ścieżkach. Odkryłem tegoż artystę jak zwykle już przypadkiem. Większość jego kawałków jest w tym właśnie klimacie. Dla mnie ten kawałek jest takim BANGEREM, że każdy dancefloor rozj**any na strzępy jak Tupolew przez rosyjski moździerz. KAWAŁEK JAK GRUBSON NAJLEPRZY !


Teraz zagramy trochę spokojniej. To taki numer do pierwszego razu w starej Corsie po imprezie u koleżanki na działce. Zapuszczasz numer ze swojego telefonu, oczywiście przełączka na kaseciaka w Corsie już gotowa i z rzężących głośników zaczyna się unosić melodyjka, przy której przytulisz zmarzniętą 17 latkę i powiesz jej, że jeszcze nigdy nikomu tego mówiłeś ale ...(tu wstaw jakiś totalny bzdet o miłości, który wymyślisz na poczekaniu)....resztę zrobią 3 promile w jej organizmie i Twój powalający uśmiech żula. Oczywiście i tak numer nie potrwa dłużej niż numerek, więc nie kłopotaj się z playlistą na później, bo już dawno będziesz chrapał. Kawałek jednak genialny i uspokajający lepiej niż te ziołowe gówna z apteki, które brałem ostatnio. 


Zbliża się płyta Camo&Krooked i na razie numerki z niej pasują raczej do hipstersko drumowej posiadówy w Starbucksie w parówkach przed Ipadami, ale nie ukrywam, że ta konwencja finansowo może się sprawdzić dla chłopaków z Wiednia. Mnie osobiście nie rozgniatają te numery, które promują nowy krążek, ale oni są mocno nieprzewidywalni, więc zamknę twarz dopóki nie usłyszę całości. Teledysk o tematyce miłosnej, z hipsterskimi rowerami(czekam na powrót Wigrusów z koralikami z mego dzieciństwa) po pięknym mieście. W łódzkich realiach randka skończyłaby się wpier**lem za gejowską fryzurę, gwałtem dziewczyny w krzakach na kolejarza oraz podpaleniem rowerów ułożonych w znaczek RTS. Dlatego w Łodzi nie chodzi się w nocy na randki rowerowe tylko na wódkę do baru i kebsa o 5 rano.


Następny w kolejności jest bardzo moim zdaniem niedoceniony numer z płyty Nero " Welcome Reality". Nie ma tam ani jednego słabego numeru, ale zapomniałem o nim zupełnie i sądzę, że jego specyficzność sampla(trochę wixa-kwaśny) może niektórym nie podejść jak świeże ślimaki na kanapce na śniadanie (true story - ale jakoś zjadłem). Niemniej jednak spróbować warto.


I na koniec numer, który w fazie depresyjnej mojego życia napędzał do dalszego funkcjonowania. Wstawki z film,u Iluzjonista budują konkretny klimat utworu.Poziom mroku - KIBEL SAURONA. Enjoy.


Trochę tego było. Niedługo zabieram się do kolejnej składanki pod egidą muzofila, bo dawno nic nie było.
Pozdro Muzofile.



Oh Dear Girl I Wanna Follow You

25.10.2013 :: 00:08 hejt harder (1)

Dawno mnie nie było. W międzyczasie smoleńska brzoza została ścięta przez wściekłych antypolskich rosyjskich dzikich drwali Putina, aby mgła lepiej się rozeszła i ładunek na pokładzie wjebany tam przez samego Tuska eksplodował bez problemów. W moim nowym mieszkaniu nie kupuję telewizji, przecież to się robi bardziej żenujące niż stand upy Kryszaka.  W muzyce dzieje się sporo, ale mój umysł wybrał się na grzyby do lasu i zachowuje się jak autystyczny 10 latek. Ani z tym gadać, ani to bić, za 6 muchomora którego próbuje Ci wżenić jako pysznego grzybka. Tym samym nie mam za wiele do powiedzenia, ale przez miesiąc moje nastroje wahają się od ukraińskiej dziwki, której nie przyszedł okres do radości Jaya Z kiedy rozbiera się przed nim Beyonce. Coś się znalazło. Wielkim wydarzeniem branży elektronicznej jest kanciastomordy szwedzki bad boy dance'u Avicii, który szturmem niczym czerwonoarmiści, gwałci kobiety i mężczyzn swoim wiksiarskim soundem prosto z dupsztyla. Żeby było zabawniej moja dusza wiksiarza przyjęła ten album między uszy i jest mi wstyd jak ministrantom przy pierwszym parafialnym lodziku. Postaram się za pomocą wyrazów powiedzieć dlaczego ten kawałek jest zajebisty. No dobra, kurwa, przegrałem, jest chujowy na maksa. Sampel, który wjeżdża jest skomplikowany jak umysł  polskich piłkarzy. Przepraszam za wjazd z tym gównem okrutnym. Jezusie bejsu wybacz mi.

Chodzi mi tylko o damski wokal, który tak ładnie się wypowiada o ładnych rzeczach. Największym minusem jest to, że moje fale mózgowe odbierają ten przemodelowany wokal tak dobrze, że na skrzyżowaniach przy otwartym oknie nie czuje wstydu prując się  " oł dir boj aj łona folloł juu". Koszmar. Kill me.
No dobra skoro na początek już wszyscy uciekli to zabierzmy się za prawdziwą muzykę. To będzie trochę okrutne wprowadzenie, ale jeden z typów który nagrał ten raczej hardcorowy numer neurofunkowy, umarł. Ja wiem, że śmierć to cinżka sprawa, ale każdy odstawi sandałki więc zbierajmy ze stołu co jest. Niemniej jednak kojtnąć na kajaku wciagniętym przez WIR robiąc przeciężkie drum'n'bejsy. Goddamn, jak typ się ocknął w niebie/piekle/wherever to musiał mieć szybką rozkminę " BOŻE WSYSNĘŁO MNIE NA KAJAKU. JESTEM LAMUSEM".
Nie umniejsza to zajebistemu neurofunkowi, który na tle setu tak się wyróżniał, że postanowiłem go wygrzebać. W neurofunku lubię  mroczne sampliez filmów grozy. Zawsze dodają smaku numerom, które księża traktowaliby jak soundtrack szatana do codziennego kuszenia.

Idąc tym tropem musze się zatrzymać na Switchu. Switch jest byłym rolkarzem, któremu szatan podpowiedział aby robił muzykę, wabiącą dzikie świnie i haniebne zwierzęta do koryta. Mówiłem już, że na jego sety chodzą ludzie w maskach gazowych więc wiadomo jakim kunsztem muzycznym operuje. Bardzo chciałem pokochać całą jego twórczość, aby wmontować sobie jaki to offowo drumowy jestem i jak dziwnego gówna słucham. Takie drumowe mroczne hipsterstwo tylko, że zamiast brody, szmat i ipada jest designerska siekiera i markowa maska gazowa. Niestety wchodzą mi tylko rytmiczne horrory z jego puli. Ten  numer również ryje baniak jak denaturat bez chlebka. Track dla wytrwałych ostrzegam. Sądzę, że mój gust wraz z umysłem skręciły dokładnie w tą stronę, którą akurat reprezentują. NIE NAJWESELSZĄ i CHŁODNAWĄ.
I zamieszam w garnku jak Panoramix wrzucając kawałek electro, na który natknąłem się przypadkiem jak gimnazjalistka na grę w słoneczko. Jest w moim marnym mniemaniu doskonały.  Nudny i brzęczący, ale wchodzi w głowę jak stara marudząca, że za dużo pijesz. Niewiasta na asfalcie na boso - wizualnie również odpowiada mym zwojom mózgowym.

Oczywiście nie byłbym sobą gdybym jakiegoś vocal uplifting tjuna nie umieścił. Dzisiejszą cała notkę, tańczenie w aucie, 14*repeat i piekny slideshow wspomnień sponsoruje nowy oldskool hardcore flava numer z  świeżego krążka Chase&Status. Coś fantastycznego. Euforia robiona z szybkością heroiny. Nie ukrywam, że teledysk również mnie zjada na śniadanie, gdyż ludzie tańczą tam bez sensu zupełnie jak ja. 
 Ten strumień serowego nawet już nie liquid tylko POP-BASSU bombarduje MTV UK. Nie jestem fanem tego trendu, ale nie ma co bryzgać z dupy żurem. Pieniążki się same nie zrobią. Numer jest absolutnie genialny tak jak Blind Faith i porywa fanów oldskoolu i starych raverów do tańca jak wodzirej o 2 w nocy na weselu puszczając Various Manx.


Następna notka niebawem, bo recenzja nowych krążków własnioe C&S oraz C&K. Sa już na telefonie więc odsłuch w drodze do pracy w ciasnej jak 12 latka drogowej Łodzi.


Loving You Is Easy

13.11.2013 :: 16:18 hejt harder (2)

Na dworze piździ już dość siermiężnie i widocznie ogrzać ręce można jedynie przy podpalonej tęczy i budce pod ambasadą Rosji. Dzięki Narodowcom Twoja Nubira na LPG, którą śmigasz do pracy w zakładzie pogrzebowym stanie się płonącym ogrzewaczem zmarzniętych członków marszu niepodległości. Rzadko mam ochotę z uśmiechem zamknąć komuś przed nosem drzwi do komory gazowej, ale obserwując naszych łysych "patriotów" okradających sklep monopolowy na filmiku " Alko Mordo" to aż człowiek by się z radością przyglądał przez okienko co mieli by wtedy sobie do powiedzenia mądrego. No dobra, publiczna chłosta,obcięcie małego palca i dożywotnia praca czyściciela dołów kloacznych potocznie zwanych ToiToiami. Sorry za ten wstęp, ale ręce mi ostatnio opadają jak po godzinnej masturbacji jak patrzę na ludzi, którzy niszczą ten kraj. Facebookowe 19 latki wypowiadają się o zbrodniczej  "grubej kresce" Mazowieckiego mając w drugim oknie przeglądarki otwartego kwejka i porntube, na allegro oglądając czapki OBEY. Gdyby tak te niewdzięczne kurwy stanęły po mięso w kolejce 5 godzin w Relaksach na stopach i dostali pare pałek od milicji, to by się w dupach nie przewracało. 


Ten blog to też trochę uzewnętrznienia się, ale starczy bo zaraz jeszcze tu będę miał flamewar pod swoim postem.
Dzisiejszym tematem lekcji będą dwie dość konkretne płyty wydane w ostatnim czasie. W obu przypadkach po przesłuchaniu już wiedziałem, że hajs się zgadza jak u proboszcza w szufladzie po weekendzie. Zarówno Camo& Krooked jak i Chase&Status są gwiazdami gatunku drum'n'bass, kolejka do autografów, kolejka do beli, kolejka do analnych igraszek(wersja dla gejowych fanów), kolejka po bilety na eventy jak po GTA V w dniu premiery. Nie ma co się dziwić skoro klipy szaleją na listach UK DANCE charts. Nie sądzę, że dożyje momentu kiedy jakaś tępa piz*a, którą 2 razy posunął dyrektor programowy ViIVY zapowie mi w " HITY Z SATELITY DANCE POLSKA" jakiś kawałek bejsowy (poza Rudimental, bo oni wygrali wszystko). 
Zacznę od Camo & Crooked i ich płytki "Zeitgeist"
Pierwsze wrażenie. " Co to kurwa za tribalowy trance bass do palenia opium w barze w Bangladeszu? " . Co się stało z bangerami, dropami, upliftingującymi soundami i ciężkimi zakrętami w kawałkach? Płytę otwiera znany wszystkim z hipstersko-miłosnego kolarstwa(klip) numer All Night Long. Super track do etapu imprezy gdzie wszyscy już leżą nieprzytomni od wódki na podłodze w dużym pokoju, a Ty resztkami jaźni próbujesz przekazać swojej pięknej po 2 promilach rozmówczyni jak bardzo świat jest skomplikowany i jak bardzo się z nią rozumiesz kiedy ona śpi z cyckiem na wierzchu. Sądziłem, że to będzie jedyny taki numer na płycie. 


Jak się okazuje cała płyta jest w klimacie indiańskiego szałasu w którym siedzą Camo&Krooked naćpani jakimś kaktusem i rozkminiają życie po drugiej stronie Czerwonego Kanionu. Płyta dla fanów czystego liquid funku do kakao, na trasę rowerową z ciotką Jadzią i wujkiem Januszem. Do wieczornego chilloutu po pracy strażnika więziennego czy też do wspólnego obserwowania gwiazd na łące ze swoim chłopcem, którego boisz się przedstawić rodzicom, bo jesteś gejem świeżo z szafy. 
Niewątpliwą niespodzianką jest odejście w jedym numerze totalnie od bejsu nam znanego z ich twórczości. Musze przyznać i schylić głowę nisko jak Monika Levinsky pod mównicą Clintona, że funkowego bangera na bujankę w dzwonach z lumpeksu, afroperuce i wielkich okularach się nie spodziewałem. Wybrnęli po mistrzowsku i kawałek jest naprawdę doskonały, a sosem gulaszowym do tej pieczeni jest ten stylowy teledysk.


Miałem zagwostkę, który z numerów (Faith, Journey Through Sound) dac jako ostatni. Mimo tego, że Journey jest rozbudowany jak Trybson z Warsaw Shore to jednak klimat Faith z damskim wokalem wymiata mnie jak spłuczka gówno z kibla. 


Podsumowując. Płyta jest znów w zupełnie innej stylistyce, nie jest to zmiana stylu na buty z koziego sera na szpilce z wykałaczek a la Lady Gaga. Kawał dobrego krążka, lecz dla fanów cięższego brzmienia kompletnie się nie nadaje. Nie ma ani jednego numeru, który można nazwać klubowym bangerem. Muszę przyznać, że w ich trzypłytowym dorobku zaglądam jednak najczęściej do krążka Above&Beyond jak mój stary do kieliszka.

I nadszedł czas na płytę nr 2. Chase & Status - Brand New Machine. Chłopcy z wyglądu to boy hotelowy po udarze i jego wierny szympans. Za to hajs na bejsie potrafią klepać lepiej niż Najman matę.

BRAND NEW MACHINE
Po przesłuchaniu całej płyty jedyne co mogłem powiedzieć o niej - różnorodność jak na giełdzie samochodowej. Stare ruple odpicowane jak 12 latki na fotce.pl. Oczywiście żartuję, płyta jest moim zdaniem genialna. Nie znajdziemy na niej dwóch takich samych tracków. Od mrocznego intra w postaci numeru Gun Metal Grey idziemy na przygodę jak Włóczykij do lasu po grzybki mózgojebki. Napotykamy numery żywcem wyjęte z tego fragmentu historii muzyki elektronicznej, w której ja akurat uczestniczyłem. Count On Me to prawdziwy numer back to the oldschool hardcore. Wszystko w nim jest piękne. Blk&Blu to czysty 2step z doskonałym męskim wokalem, który nie sprawia wrażenia, że wokalista chciałby mi obciągnąć w aucie. Przez twarde zasieki kawałków takich jak Machine Gun i Gangsta Boogie przez pasujący na nową piosenkę do Bonda "Heaven Knows" i kończąc na niesamowitym liżącym oldskool " Deeper Devotion". Dla starego ravera takiego jak ja ta płyta to wycieczka po schodkach historii i stylów muzycznych. Doskonała pożywka dla uszu i polecam ją każdemu kto był w latach 95-2000 bywalcem klubów. Wyjątkowo powiem, że bardzo dobrze, że są tylko zajawki tracków na YT. Kupcie, ukradnijcie, ściągnijcie tą płytkę jak skórkę z siusiaka każdego ranka.




Dziś poszły recenzje i same relaksacyne bejsowo numery więc na koniec twardsze brzmienie, ale sądzę, że nawet hejterom neurofunku podejdzie, za ten kwaśny trance'owy flow. Genialne połączenie sampla z neurofnukowym smakiem. 


Jadę na Let It Roll do Zabrza z akredytacją prasową dzięki chłopakom z LUBISZTO! więc następna notka będzie już po wspólnym piciu wódki z Black Sun Empire. Jako fanboy wjeżdżam na pełnej kurwie na backstage z gotowymi pytankami i wycisne z nich, Wilkinsona i Delta Heavy tyle wypasu ile się da. Zapytam o wszystko: muzykę, groupies, koks i rozmiar pindola. Będzie epic ! Czekajcie na relacje !!



MUZOFEEL AUTUMN DISCO BASSLINES

11.12.2013 :: 13:39 hejt harder (0)

Już trochę czasu minęło od ostatniej składanki. Oczywiście wierzę, że była tak dobra, że dożynaliście ją do porzygu jak beje denaturat przez chlebek zimą w łodzkich rurach ciepłowniczych. Pogoda chujowa jak morda Trybsona i nie chce się wstawać do roboty. Obserwując przez okno jak absolwenci socjologii szkół niepaństwowych układali kostkę brukową na moim parkingu, paląc przy tym blanty w śmietniku, uznałem, że umile ten deszczowy czas moim słuchaczom i złożę energetyczną składankę. Swoją drogą miło jest patrzeć jak ktoś tyra z taczką kiedy Ty na golasa siedzisz na stołku i żresz jajecznice. 23 numery, które są dobre zarówno do frajerskiego joggingu w  lycrowym stroju sportowego elfa, jak i do ciężkiego tyrania ciężarkami, krzyków i obscenicznego sapania na crossficie, który to jest tak modny ostatnio. Proszę tylko nie dawajcie żadnego z tych kawałków do filmiku jak z miną srającego konia i wystającymi żyłami podnosicie 100 kg przy akompaniamencie popiskiwań podnieconego kolegi nagrywającego to wszystko Iphonem. Szanuj dzieło me. Upij się, puść kolegom i tańcz naćpany do żyrandola mówiąc że to najlepsza faza Twojego życia, potem umrzyj na dywanie . Enjoy.

TUTAJ POBIERAMY 

A TUTAJ OKŁADECZKA DO CD !



archiwum

2017
2016
2015
2014
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
2011
2010

kategorie

skladaki i sety(6)
bugaj(34)
niggor(94)
muniek(13)
Anja(17)
Dj Mystic(2)

linki

najlepszy blog na ziemi
Juciub DO MP3
juciubstars
radio czworka!
jatamsienieznam
oja
aaaghr
matusz muzik
damagecult
emi
I but wawa
bugajewo
© 2003-2007 copyright ownlog.com
Web counter