Hałos

11.03.2016 :: 16:53 hejt harder (3)

Taki ze mnie słowotwórczy heheszek, że w tytule połączyłem słowa chaos i hałas - I CRACK MYSELF UP :D :D


Zima silna i dumna w tym roku jak Najman na ringu, dobrze, że mój telewizor odmówił monterom kablówki. Nie udało im się jej zainstalować ( to nie żart !) i nie muszę oglądać wiadomości, gdzie film Spotlight o pedofilii wśród księży w Bostonie staje się w TVP1 filmem o AFERZE PEDOFISLKIEJ W BOSTONIE. Czekam na powrót ZIARNA gdzie zakładam, że roi się od podprogowego przekazu prosto spod sutanny. Największy jednak żal i smutek pojawił się, kiedy jedyne radio, które było słuchalne muzycznie czyli Czwórka również zostało wrzucone do snopowiązałki wraz z innymi mediami i maszyna wypluje nam je jako rządową papkę informacyjną. Ogólny upadek wiary w człowieka już za mną i poważnie rozważam wyprawę na spotkanie upamiętniające Jezusowe Odstawienie Sandałków (czyt. śmierć), na które listem pisanym odręcznie (sic!, wow, lol, rotfl ) zaprosili mnie THE JEHOWA BROS ! Dobrze, że mam końską odporność, bo w innym przypadku dzięki szerokim opcjom transfuzji oraz lekom produkowanym z wiary mógłbym szybko dołączyć do ich RAJU, do którego tak serdecznie mnie zapraszają. Powiem szczerze, że poważnie propozycję rozważam patrząc na to, że nowa kolekcja butów KANJETANA ZACHODNIEGO pt YEEZY, wyglądająca jak połączenie rozchlastanego na podłodze tortu bezowego i wełnianych skarpet wuja Romana, idzie jak cukier za komuny. Ja pierdole, co trzeba mieć w baniaku, bo chyba tylko kurwa olej opałowy, żeby na ich widok być podpalonym jak stodoła w Jedwabnem. Ogólnie świat mnie zawodzi od kilku miesięcy. Jak zwykle nie zawodzi mnie jednak muzyka. Wpadam w nią w tym miesiącu jak ćpun w kompot.

Zaczniemy od samego Lorda Contrasta, króla wokalnych sampli, pianin i tune'ów tak upliftingowych jak morda Ibisza. W tym przypadku jest leniwy jak piłkarze w Ekstraklasie, z tym, że on gra w muzykę dobrze, a oni w piłkę chujowo. High Contrast (Lincoln Barrett) jak od dawna wiadomo jest zajarany kinematografią i chyba w głębi swojej genialnej muzycznie czaszki ubzdurał sobie, że czas zmienić gałąź i spełnić swe marzenie. Niestety baloniki z marzeniami kobiet w obozach dla uchodźców są szybko przebijane przez brudne pindole jurnych współplemieńców, więc trzeba zostać przy tym w czym się jest dobrym panie Lincolnie.
Teledysk w reżyserii autora tracku po prostu niespecjalnie mi stroi. Kolorowe słodko kwaśne love story o zacięciu truskawkowego durexa po wizycie w dupie - o gustach się...ale zobaczcie sami. Co do samego numeru to dobór niebiańskiego wokalu i sampli instrumentalnych jest jak można się po tym artyście spodziewać - celny i bezbłędny jak gałęzie smoleńskiej brzozy.  Nie mogę jednak powiedzieć, że Contrast włożył w to serce. Takie numery to on może pisać jedną ręką w Fruity Loops, a drugą przeszukiwać internet w poszukiwaniu porno z łysiejącymi karłami. Jako jego wierny psychofan wiem, że stać go na więcej. Tak czy inaczej numer jest piękny jak Ewa Farna zanim przytyła i warto go posłuchać. 


Teraz się przenosimy do Łodzi, miasta w którym karzeł może zostać dresiarzem, wpierdol, jak zaśniesz w busie dostajesz nie na pętli, lecz na krańcówce, a nowy stadion na 18 tyś. ludzi dostanie zaraz drużyna grająca w czwartej lidze. W dwóch słowach  - MIASTO "KURWA" CUDÓW. Na szczęście drumnbass w Eudezecie ma się wciąż wyśmienicie.Mam nawet  swojego ulubionego łódzkiego artystę, który zawsze dostarczał mi tyle muzycznej przyjemności ile wspólne upojne noce z moją wielką poduszką zanim odkryłem w podstawówce, że ręka też jest dobrą kochanką. Mówię o Radicallu, łódzkim królu lżejszych odmian dnb w tym deepDnB, które tworzy po prostu fantastycznie. Umknęła mi jego EPka z 2015 r. pod tytułem Aquamarine i kilka innych produkcji, które nadrabiam. Wszystkie tracki bardzo serdecznie polecam, ale tytułowy wyjątkowo wpadł mi w ucho ze względu na to, że to lekko drżące na strunach głosowych "HA" topi się radośnie w ukochanych głębokich bassach jak Gracjan Roztocki w błotku.


Do lżejszych tematów jeszcze powrócę, ale moje serce jest przesiąknięte złym cholesterolem neurofunku i nie zamierzam wpierdalać Benecolu żeby to zmienić. Prolix jest gościem, który wygląda jak handlarz tureckim towarem na Stadionie Dziesięciolecia. Prawie 2 m wzrostu i twarz lekko nalana jak u frajera z podstawówki, któremu spuszczaliście wpierdol na trzepaku zanim urósł. Current Value nie jest lepszy, bo jak nikt inny z tym ryżym ryjem, z radością usmażyłby wam naleśniki w parku i rozsmarował nutellę na swoim rowerowym przenośnym stanowisku z łakociami. Znane firmy w środowisku dnb i to raczej tym ciemniejszym, klasycznym, na które nie chodzą chłopcy w rurkach i daszkach z naklejką  i dziewczyny w adidaskach za 600 zł, które tajwański łagr robi za michę. Piękne miękkie intro żeby zainteresowaną osobę wpuścić w pułapkę przyjaznego sampelka zanim dostanie basową tubę w pysk i ucieknie w krzaki. Brud jak w Egipcie, tarcie jak w zamszowym oku,  to lubimy w dnb. Enjoy ! Za kawałek dziękuję Tomaszowi, który nigdy nie zawodzi.


Bardzo lubuję się w lokomotywach neurofunkowych, sapiących perkusją i podskakujących na torach jak kończyny samobójcy, którego strzeliła lokomotywa. Lubię jak jedzie ładnie i nie skręca, jak coraz większa ilość węgla do kotła basowego jest dorzucana i pięknie ciągnie skład do przodu. Dodatkowo jest to produkcja polska co podbija jej rating w moich uszach. Jakoś nagrania mogłaby być odrobinę lepsza, bo momentami przy dużej głośności pierdzi jak mój stary po ogórkowej, ale ogólnie jest naprawdę nieźle. Track mógłby być o jakąś minutę krótszy, ale rozumiem, że autorowi tak się kurewsko podobał proces tworzenia, że zapomniał, że 6 min neurofunku to naprawdę kawał czasu i warto jednak się streścić jeśli poza głównym nurtem nie mamy nic do powiedzenia. Dwa fajne build-upy, przy czym po drugim już jest naprawdę na tyle grubo, że jak w moim seksie w wieku lat 18 - koło 5 minuty już można kończyć :D Cała epka Tesli jest w tym klimacie i na pewno wystraszy wiele strapionych dusz na przystankach kiedy otworzę okno w moim Golfie z zaczesanym włosem, nieskazitelnym uśmiechem i tłustym basowym kurwiem sączącym się z głośników.


Miałem poświęcić kiedyś całą notkę mojemu odkryciu miesiąca grudnia, mianowicie twórczości Chrisa Su. Zawsze przewijał się na płytach i remixach Black Sun Empire i kojarzyłem go głównie z ta ekipą, a ten mały gnom z cukierni jest jednak autonomiczną jednostką i gdyby nie wygląd otyłego fanatyka planszówek oraz frytek z serem to kochałbym go w całości. Twórczość doskonała, ciemne, ciekawe sample, lobotomia brudnym basem popsutej hydrauliki w maszynie do utleniania gnoju. Drop w jego remiksie kawałeczka Mav - Me Against The Machine jest chyba w pobliżu dźwięku luzującego jelita. Track z pięknym wokalem, ślizgającym się jak zwieracz po kulce analnej. Po koralowych syntezatorach o lekkim niebiańskim brzmieniu następuje nagle ten BROWNBASS, który zaciska szczękę i pięści jak przed wejściem do Octagonu (lub w moim przypadku śmietnika osiedlowego jeśli bardzo w nim jebie ) . Wspaniałość !


I na koniec zostawiłem ciekawy track, bo w nawiasie w tytule mamy dopisek Neuropop. Rawtekk to klasa sama w sobie jeśli chodzi o techstepy, ale ten track wydany pod szyldem MedSchool wyróżnia się zdecydowanie, gdyż ma bardzo ciężką, ale stabilną ścieżkę basową przy naprawdę delikatnym wokalu. Takie połączenia wychodzą różnie, jak eksperymenty z kefirem i tabasco. Może być kwaśno, może być ostro, może boleć. Tutaj na moje skromne ucho wyszło idealnie. Potrzebny dobry soundsystem, żeby brud nie zjadł śpiewu. Ogólnie mnie pasuje jako ciekawostka na chwilę zadumy podczas oddawania długo wstrzymywanego moczu na dworze. Fajnie pasuje do tripowania po autostradzie lub wycieczki szkolnej na mazury jeśli jesteś tym nielubianym w autokarze...i pierdzisz w siedzenie.


A TERAZ OBEJRZYMY SOBIE TE PIĘKNE TWARZE WYKONAWCÓW CIĘŻKIEGO DNB - PO PROSTU JEST TO SKŁAD NA NOCKĘ W KAFEJCE INTERNETOWEJ W QUAKE 3 15 LAT TEMU ORAZ SKŁAD NA ZAPIEKANKI PO SZKOLE !
Pierwsi dwaj to PROLIX i Chris.Su, a sprzedawca naleśników w kaszkiecie to sam Current Value. No czyż nie są słodcy? Wytargałbym ich za te różowe policzki :D

Technojesień

10.11.2015 :: 18:08 hejt harder (0)

Stęskniłem się za blogiem jak pedofil za Kambodżą i stwierdziłem, że ostatnimi czasy wyszło tyle dobrej muzyki z gatunku dnb, że nie mogę wiecznie zamęczać mojej kobiety opowieściami o niej, lecz coś napiszę. Pogoda jest dobra mniej więcej do wieczornej konsumpcji spirytusu i obrażania matek kolegów, którzy są na tej samej planszy co Ty w Counsterstrike'u. Zamierzam zatem podjechać klimatycznymi trackami, pełnymi w brzmieniu i czującymi się jesienią w słuchawkach lepiej niż murzyn na boisku do kosza. Potrzebuję dobrych słuchawek jak afryka szczepionki na HIV, ale każde które biore, umierają fizycznie w pół roku. Albo mam nieforemny łeb albo po prostu chiński 10 latek nie umie tego porządnie skleić w fabryce - sam już nie wiem ;) . Wracając do tematu jedziemy z 5 kawałkami jak zawsze. 


Zacznę od duetu Technimatic czyli Technicolour i Komatic złożeni w jeden wyraz oraz muzyczny środek wyrazu. Mój przemiły kolega Jakub podrzucił mi ich album Desire Paths. Płytka jest podróżą do wnętrza i esencji spokojnego, melodycznego brzmienia liquid dnb. Oczywiście znajdujemy też tracki, gdzie duo ujawnia swoje zamiłowanie do cięższych sampli, ale głównie płyniemy tratwą wśród opadającyh liści drzew na brzegu Dunajca oraz rajcujemy się do tej muzyki  bobrami i przyrodą. Jest różnorodnie, nie ma nudy jak na house'owych potańcówkach dla muzycznego plebsu. Numerki Night Vision i Intersection promują płytkę. Night Vision jest zdecydowanie na spacer z psem i zadumę nad tym dlaczego dziewczyna nie chce oddać Ci się analnie. Zasamplowana trąbka wieje z słuchawek w uszy delikatnie jak na bryza na tajlandzkiej plaży chociaż chuj wie jak tam wieje, bo nie stać mnie na wycieczkę. Teledysk z cyklu nie mamy hajsu na dobre dupeczki więc ładujemy film z naszej trasy. Ja to kupuję max, bo jest trueschoolowy jak klapek Kubota - tani,  ale wzbudza radość i szacunek.


Jak byłem dzieckiem to lubiłem chodzić po parku i zbierać kasztany w celu ich zbierania. Są okrągłe, lśniące i brązowe jak wypróżnienia po zbyt dużej ilości błonnika. Jest w nich coś hipnotyzującego na tyle, że napierdolimy ich całą torbę aby potem wzorowo wyjebać do śmieci jak już zbledną i zaczną wyglądac nie jak symbol jesieni, lecz jak kozie gówna obok afgańskiej lepianki. Przecież nie można zrobić 6000 ludzików z zapałek, a właśnie na taką ilość starczałą torba z 5kg kasztanów, którą targało się do domu. Po tym krzepiącym i ciepłym jesiennym intro przedstawiam wam płytę Etherwooda, który motywy listno drzewne bardzo lubi i tworzy muzykę dla wiewiórek na konopnym haju. Płytka Blue Leaves jest tak dobra, że możesz ją podarować dziewczynie i nawet się biedna nie zorientuje, że to drumnbass, a i buziaka dostaniesz. Etherwood szuka jedynie gładkich, instrumentalnych i emocjonalnych brzmień dnb i wychodzi mu to rewelacyjnie. Bezapelacyjnie must have na wspólne listopadowe wycieczki z drugą połówką ( kobietą lub butelką, zależy kto jak lubi spacerować). Mnie osobiście bardzo podpłynął numer Souvenirs z pięknym wokalem Zary Kershaw (sorry guys, brzmi ładnie, ale wygląda słabo jak to brytyjskie wokalistki - za dużo Burger Kinga, za mało słońca) . Teledysk jest równie ciekawy, co mecze polskiej ekstraklasy, więc polecam wyłączyć wizję. 


Czekałem bardzo długo na nową płytę Nero i byłem przerażony jak 13 latka przy pierwszych krwawych majtkach. Zapowiadała się popowa miazga i odejście od jakiegokolwiek twardszego brzmienia. I co otrzymaliśmy? Krwawą popową miazgę o zabarwieniu erotyczno elektronicznym. Niestety ja lubie damski wokal i te ckliwe tekściki na lekkich basikach okraszone syntezatorkami smyrają mnie po uszkach jak babcia swojego wnusia. Moja dusza tandeciarza znowu wyzionęła z kibla i poszalała na weselu jak Wujek Janusz uparcie próbujący sprawić ruchami krocza aby konkursowy balon pękł na dupie jego 20 letniej siostrzenicy (te konkursy weselne naprawdę wymyślał jakiś wiejski ziomeczek Szatana, zamieszkujący wieś obok miasta Piekło o uroczej nazwie Piekliki Stare). Tak czy inaczej traktuję Nero jako wstydliwą płytę do samotnego kuchennego tańczenia w majtach do owsianki. Porywa, ale nie będziemy się czarować, że nie jest to klocek. Wybrałem "twarde" jak ser edamski SATISFY z płyty Between II Worlds. Shame on me. Polecam każdemu płytkę do odsłuchu. Niech pierwszy rzuci we mnie kamieniem, jeśli po 3 przesłuchaniach numeru Into The Night nie będzie w aucie śpiewał jak cipka tego ckliwego tekstu o ucieczce kochanków ;)


Wracam do normalnej muzyki i następny w kolejce jest remix Pana, którego przedstawiać nie trzeba. S.P.Y to już firma, której reklamować chyba nie muszę. Gość robi takie remixy, że czapki same lecą z głów od podmuchu powietrza z subwoofera. Ubarwić popowy numer taką dozą niskich tonów, wywalić cały układ melodyczny do góry nogami i zrobić z niego taki banger na imprezy dnb, że bass sam rozpina Ci rozporek - nie każdy potrafi. Jak dla mnie to jest majstersztyk. Cukierkowe intro pełne pierdnięć tęczowych jednorożców nie zwiastuje dropa, który sprawi, że powietrze z nawiewu w furze cofnie się do silnika. Wow Wow Wow. Nie mam pytań. Podgłośnić do maksimum po 60 sek :D oprzeć śrubokręt o woofer i wsadzić końcówkę między jedynki, poczekać 5 sek. GET THE LONDON LOOK SKURWYSYNU ! Przepraszm, za bardzo się niestety jaram tym trackiem.


Ostatnim numerkiem dzisiejszej notki będzie również produkcja Szpiega z kropkami. Soulowy numerek na szybkich talerzach do 2 minuty. Potem jak zwykle pianinko zostaje ubarwione tłustym jak Ryszard Kalisz i niskim jak poczucie własnej wartości anorektyczki basem. Cudowny mix soulu, liquid dnb i deep bassu. Przede mną cała płyta Fast Soul Music ze stajni Hospital. Sądzę, po trakcliście, że może to być odkrycie roku moje. Fajne jest to, że dnb wciąż nie przestaje mnie zaskakiwać. Nie muszę na siłę wmawiać sobie, że coś jest dobre, lecz podnoszące się włosy na rękach i ściskające się pięści do robienia dramowej praleczki same decydują o kliknięciu DODAJ DO PLAYLISTY. Music is everything.














Koniec imprezy

18.03.2015 :: 15:21 hejt harder (0)

Witam dziś trochę spokojniejsza notka, bo mnie od nienormalnych wyzywają. Wydarzenia ostatnich dni sprawiły, iż nie mogę na czas nieokreslony spożywać alkoholu więc mam nadzieję, że powstanie dzięki temu cykliczna audycja w radiu Żak oraz częstotliwość notek znacznie wzrośnie.
Słońce wyszło tak pięknie na horyzont jak zdjęcia jebanej kawy z bitą
śmietaną na instagramie. Założyłem to ustrojstwo sam nie wiem po
co i poraziłbym większość uczestników tego festiwalu samojebek
elektrycznym pastuchem i wtedy cyknął fotkę na INSTA - jak wiją
się w konwulsjach z śliną cieknącą na kurteczkę od ZARY
#instapadaka. Dobrze, wystarczy już hejtu skierowanego w ten świat
idący w bardzo złą stronę. 


Na wstępie musze powiedzieć, iż byłem na imprezie w klubie Łącznik
w Łodzi. Headliner nr 1 PANACEA, nr 2 Cause4Concern. Panacei
przedstawiać nie trzeba, kto był kiedykolwiek na jego secie ten
wie. Ryży NIEMIECKI Gestapowiec obcięty na grzybka ze srebrnymi
zębami (teraz już nie nakładką), który kocha na imprezach muzykę,
którą gra, bardziej niż większość przybyłych gości. Również
w większości przypadków lepiej się sam do niej bawi niż
większość gości, wykonując ruchy typowe dla ataku padaczki. To i
lipduby wszystkich wtrętów wokalnych o tym jak piekło otwiera
swoje bramy daje całkiem zgrabną wizję jak ma wyglądać
apokalipsa. Klub zapełniał się wstrętnymi, podłymi,
niereformowalnymi ćpunami kiedy nasz kumpel Łukasz rozgrzewał
nagłośnienie swoim secikiem . Jako pierwszy grał Cause 4 Concern,
którego nie znałem wczesniej, ale byłem pełen nadziei na miłe
zaskoczenie. Chowając się nieśmiale w tłumie jak pedofil w
przedszkolnej kuchni oczekiwałem zrzutu bombki. Mogłem się
spodziewać, że na headlinerów podciągną nagłośnienie, ale
kiedy po pierwszym pierdolnięciu poczułem, że od basu moje majtki
są już lekko brudne i do tego na lewą stronę, stanąłem wryty z
miną wiszącego Leppera (too soon?). To, jaki nagłośnieniowy czołg
wsadzili do tego kubiku Łącznikowego jets po prostu niewyobrażalne.
Bass był krystaliczny jak faszyzm posła Bosaka, a każdy sampel
delikatnie odróżniał się od drugiego nie tworząc papki
dźwiękowej. Umierałem z radości mogąc chłonąć każdy dźwięk
nie tylko uszami, ale nawet włosami w nosie, bo taka fala
uderzeniowa szła z głośników. C4C zagrał potężny set pełen
dźwięków koparek, reaktorów jądrowych (w sumie nie wiem jaki
dźwięk ma reaktor, ale na pewno wykurwisty :) i bassu rozpędzonego
jak kulfon z moniką na ciuchci. Oto kawałeczek tego zgniłego
zatrutego ciasteczka 




Drugim numerem musze się podzielić, gdyż jest to w oryginale track z soundtracku do mojego ulubionego filmu ever pt. Human Traffic. Oryginał to lajtowe transtechenko, a dla mnie jest nierozłączne ze sceną kiedy Jip wchodzi do klubu. Natomiast Current Value dodał od siebie trochę bejsu. Nie jest to może arcydzieło jak sławny rzut słoikiem z gównem w tablicę pamiatkową pod pałacem (arcydzieło fekalnego terroru na wielu płaszczyznach) , ale robi robotę i mnie się osobiście podoba. Załączam oryginał jak i remix dnb.

I dochodzimy do występu Panacei. 30 minut pierwszego setu Panacei chciałbym przytrollować na zlocie Radia Maryja. Zamiast Organisty Janusza, gasną światła, wjeżdżają kolumny, ojciec dyrektor nie wie co się dzieje i BAAANG, jak to mówi sławny cytat ze sławnej ustawki " PANOWIE ZMIATAMY ICH W PIERWSZYM PIERDOLNIĘCIU ". Pierwsze rzędy babć schodzą na zawał w pierwszych 20 sekundach, reszta próbuje ewakuacji, ale drzwi są zamknięte a MATHIS MOOTZ SCZERZY METLOWE ZĘBY W KTÓRYCH JUŻ WIDNIEJE FRAGMENT SKALPU OJCA RYDZYKA. No dobrze poniosła mnie wyobraźnia, ale ten gość naprawdę gra coś tak srogiego, że ciężko to opisać. Natomiast ten set nie dorósł do pięt jego występowi z Let It Roll (byłem osobiście) oraz setowi z Boiler Roomu dostępnemu na YT. Może byłem już wypluty jak mela po krówce karmelowej, ale no nie było tam szatańskich gabberów, które tak bardzo lubię i tak bardzo odklejają mi mózgową deskę klozetową. Generalnie wyszedłem 10 min przed końcem naprawdę zmasakrowany. Dam kawałek otwierający set z Boiler Roomu, który jest tak dobry w połączeniu z popisem scenicznym Panacei (polecam się zapoznać z video Panacea Bolier Room), że nawet skorzystałem z portalu z tekstami piosenek aby wraz z tym niemieckim ryżym pojebem  yśpiewać całą balladę o DEMONIE PO NIEMIECKU. Przepraszam z góry wszystkich, którzy w moim wiejskim Golfie będą musieli ten żenujący spektakl oglądać, bo ląduje ten track na składaneczce do fury.

Teraz trochę lżeszjeszą muzykę trzeba wrzucić dla złapania oddechu. Track pt "My friend" Groove Armady wiążę się z pewnym zabawnym wspomnieniem z ich koncertu w Wawie, którego nie będę przytaczał na łamach bloga, bo jest żenujące. Od liquid drumnbassu uciekłem ostatnimi czasy dość daleko, ale takie perełki sobie wrzucam na playlistę youtube. Ten jest naprawdę świetny na wiosenną przejażdżkę kradzionym rowerem lub przejażdżkę furą tatusia do filmiku na instagram jako tło. Najlepiej puść to w sportowym BMW i zrób filmik jak ruszacie z kolegą identycznymi falowanymi grzywkami wybranymi z katalogu 3 modnych fryzur, które teraz są lajkowane na instagramie. Krótko z boku, fala na czole, jestem pizdą , ja pierdole ;) NUmer dedykuje Maciejowi, uczestnikowi wspomnienia.

Jeszcze fajny remix S.P.Y'a z tym głębokim basem, który tak ostatnio ukochałem. No SPY to jest jednak klasa sama w sobie, jest wykurwisty jak posiadanie GSHOCKA w liceum. Tyle na ten temat.

I taki sentymentalny track zamykający notkę. Do tego w sumie nie mam komentarza.


I NA KONIEC SMUTNY KARTONOWY ROBOT Z MUZYKĄ NA USZACH. 





Smutronik

19.02.2015 :: 17:37 hejt harder (1)

Dobrze mi się pisze na pełnym wkurwieniu na ludzi, więc postanowiłem przekształcić złość w coś bardziej twórczego.

W pracy jestem cierpliwy jak moja prababcia, którą jako 5 latek napierdalałem po plecach kijem, a kiedy interweniował ojciec mówiła żeby mnie zostawił, bo przecież plecki ją swędzą. Niestety ostatnio coraz częściej ręce mi opadają jak po czterogodzinnej sesji z redtubem.Latkowski koniecznie chce nam pokazać jak Durczok lubi wciągać koko z anal plugiem w dupie patrząc na seks z osłem, a Putin niczym jeden polski wprawny ksiądz każe zlizywać europie z kolan bitą śmietanę i mówić, że przecież to spoko i on nic złego nie robi rżnąc jednocześnie Ukrainę w kakalca na zakrystii. To mi w sumie wisi głeboko jak moszna emeryta, ale ogólnie jestem przybity wiadrami gnoju wylewanymi zewsząd na moją całkiem sympatyczną rzeczywitość. Dlatego też dziś zajmę się muzyką czarną i głęboką jak za duże ortaliony firmy PROSTO, zawierające ukradzione z Biedry browary. 

Info numer jeden dla mnie. 
Alexander Pavlenko znany jako Sunchase (ewentualnie pod hashtagiem # igorwylizałbymujadrazamuzykektorarobi) wydał swoją epkę pod szyldem Med School, eksperymentalnym labelu  Hospital. Sunchase wprowadził mnie to tej głebokiej jak dupa Sashy Grey jaskini pełnej niesamowitych rzeczy. Jego płyta Static Nitro (2010), o której pisałem już na łamach bloga stała się jednym z moich ulubionych krążków dnb ever. Deep Dnb charakteryzuje oszczędność w dźwiękach niczym ciche popierdywanie po pierwszym seksie z dziewczyną, na której ci zależy, a nie chce Ci się iść do klopa. Drugą charakterystyką jest bass osadzony tak głęboko, że nie ma tam już nawet polskich zjebanych górników. Epka Sunchase'a zapowiada się dużo lżej od poprzedniczki. Jest bardziej melodycznie i troszkę damskich wokali się nawet pojawia. Spodziewam się, że ten chujowy zabieg ma sprawić, że muzyka ta dotrze do większej rzeszy odbiorców, niekoniecznie zrytych jak ja i obiektywnie należy uznać ją za świetną. W przypadku Sunchase'a moja miłość podobna jest do tej z mokotowskich podwórek - wpierdol spuści, od kurwy wyzwie, ale obiad mu ugotujesz. Nie będę wchodził w informacje o samym artyście i jego nowym projekcie, który zapowiada się dosyć pedalsko, bo o tym traktuje wywiad na stronce Med School. 
Na dzień dobry zapowiedź tracku, który mi leży najbardziej z całej Epki




Drugi traczek z soundtracku najpiękniejszej gry samochodowej, pochodzący oczywiście z ULTRATURBOWYLIŻMI płyty Static NItro




Idąc dalej tropem ruskich bimbrowników bejsu nie można nie wspomnieć o płytce Subwave'a. Subwave też reprezentuje nurt głębokiej rzeki DNB. Każdy pamięta Stars Get Down z teledyskiem z frajerami w znających czasy Jordana najorach, kompulsywnie pląsającymi swoimi nogami opiętymi czarnym flakiem zwanym tightjeansami, ze wzrokiem wbitym w ziemię w poszukiwaniu kryształków metamfetaminy, na tyłach Biedronki.  W każdym razie przesłuchałem jego płyty o tępym jak ekipa Macierewicza tytule... SUBWAVE. Dziwna ta płyta odrobinę, zwłszcza kawałek ze śpiewem nakaktusowanych doszczętnie Indian. Jest jednak jedna perła jak z każdej płyty. Numerek Senses z tym wokalem zamiata lepiej niż murzyni Paryż.





Kolejnym reprezentantem drużyny deep bassu jest przeoczony przeze mnie duet Spectrasoul. Nie wiem o nich zbyt wiele, ale obiecuję nadrobić zaległości. Starsze numerki sa naprawdę miażdżące jak stopa cukrzycowa. Ten akurat nadaje się do wycieczki na podkład muzyczny do strzału heroiny w wannie z pianą :) Drop w 1:30 jest tłusty i brudny broda drwala po mizerii. Zakochałem się w numerze od pierwszego odsłuchu. 





Drugim traczkiem poczęstuję już uprzejmie z płyty Delay No More. która jest absolutnie fenomenalna już po pierwszym odsłuchu.
Tu kawałek okraszony jest wokalem jakiejś czarnoskórej wokalistki, której nie znam. Całość rozkurwi Ci furę jak dresy po mefedronie. Da się również do tego tańczyć, ale wygląda to jak wkręcanie żarówki po 6 tabletkach tramalu. Nie polecam :] A najgorzej jak zaczniesz robić sparaliżowanego węgorza rękami i zaczniesz przypominać hałsiarza na Guettcie. po prostu nie tańczcie, słuchajcie z twardą miną i jak wjeżdża basior nadymajcie policzki jakbyście chowali tam przed przedszkolanką kotleta z ziemniakami 


 


Twórczość własna



 


Techno Forest

19.12.2014 :: 16:12 hejt harder (0)

"Czy czujesz ten wiatr?" - nie jest to cytat z alkoposiadówek z ziomkiem po zjedzeniu pizzy, lecz początek frajerskiego wiersza, który musiałem deklamować na koniec 8 klasy podstawówki. Słuchałem już wtedy Prodigy, ale również Music Instructora więc nic nie jest w stanie mnie uchronić od clichee LAMUSA. Wiatr wieje, śnieg zaczął pizgać, rury ciepłownicze wypełniły się ciepłą wodą, a pod rurami odbywają się pierwsze kolacje gdzie brodaty i lekko jebiący serem lazur bej podaje w menu fiolet wielkopolski przepuszczony przez pachnący Polską pieczywny filtr. Lada moment kupując mięso mielone, będę musiał ją wygrzebać spod stosu czerwonych bombek w akompaniamencie piosenki o niespełnionym trójkącie gejów w domku w górach, spowodowanym foszkiem jednego z nich. I tak jestem zaskoczony, że jeszcze nie grają Last Christmas, toć już 20 listopada, pewnie Bosak zablokował gejowskie pieśni marszem na ZAiKS. Czy piosenki będą ładne? OTÓŻ NIE. Dziś skupię się raczej na dnb, który jest grany w podziemiach Kremla do pokerowych sesyjek między jądrami więźniów politycznych, a akumulatrorem samochodowym. Jednym słwoem nic fajnego - idź stąd. Zacznę jednak delikatnie, emocjonalnie, rzekłbym płaczliwie jak Olivier Janiak kiedy pierwszy raz przymierzył szpilki swojej mamy.

Fred V & Grafix - porządna firma, acz smród komercji unosi się już delikatnie i uderza w nozdrza jak zapach siarki kiedy w ciemnym pokoju zgaśnie już czerwona łuna światła podpalonego pierdnięcia. Ten track jest jednak mocno w klimacie HYDRY z poprzedniego albumu, która mnie swoją wiksiarską bazą samplową niestety kupiła. Wiem, że gdybym urodził się na wsi, byłbym klasycznym wixa driverem. Czuję, że w poprzednim wcieleniu musiałem mieszkać w Parzyniechach. I jeszcze niepokonana w mej duszy chęć posiadania Golfa III. Reinkarnacja, wixacja, gnoju przecucacja,duchowa sublymacja, taka sytuacja. Łykamy track, jest niezły i przyzwoicie można przy nim pokazać koleżkom jak zajebiście pizga zakręty Nissan Micra Twojej starej.


Hybrid Minds nie trzeba nikomu przedstawiać. Dnb lekkie i przyjemne. Dla frajerów i 14 letnich dziewczynek trzymających cnotę na gang bang z The Jonas Brothers. Żartuję, lubię bardzo ich twórczość, liquid dnb, zazwyczaj w doskonałej oprawie wokalnej. Plus dla HM, że na Audio zagrali swoje, a nie weszli z rozpierduchą w tłum naćpanych buraków przytulających głośnik i liżących kartę bankomatową w poszukiwaniu resztek z podziału białego majątku.
Bcee dorzucił trochę brudu do bassu, nie połamał, nie udziwnił, nie spalił tęczy. Jest delikatnie, ale z fajnym bassowym tarciem dupska o drewniany blat.


Na koniec coś do wciągania kresek z licealistami. Jest to obiektywnie rzecz biorąc tak żenujące jak designerzy Fiata Multipla, ale daję, gdyż nie da się do tego nie tupać. To trochę jak z bojkotem wesela. "Pierdole to wesele, nie będę tańczył do tego discopolo gówna, kochanie idźmy stąd tuż po oczepinach" 4h i 0,7 l później napierdalasz w kółeczku z debilnym uśmiechemi rozpiętą koszulą głośno prując japę CUDOOOOOWNYCH RODZICÓÓÓÓÓÓW MAAAAAM. Tak właśnie jest z tymi radiowymi bejsami. Gówno niedobre, ale na bombie tupiesz jak na odpuście do Shazzy. Zresztą Wilkinson jest raczej zdeklarownym discobejsiarzem i kocha pinionszki bardzio. Good for him. Zarzuć dziewczynie w aucie żeby rohypnol w piwku, które jej kupiłeś, bo jest nieletnia, dobrze się wkręcił :D


Teraz przechodzimy do twardych jak zamarznięty menel brzmień. Nie byłbym sobą gdybym nie wrzucił czegoś od BSE. To jednak jest porządna firma. Ich releasy są smaczne w odbiorze jak wpierdol Wiplera, bluzgi żula, którego trafiłeś jajkiem z balkonu oraz brudne jak stopy Cejrowskiego. Każda produkcja kosi mi system dogłębnie. W tym przypadku nie jest inaczej. Do tego tytuł odnoszący się do przerośniętej części mojej osoby. Bierzcie to gówno na klatę jak na shitlovers-paradise.com (tak jest to prawdziwa strona ) 


Płytą Sunchase'a jarałem się już na łamach bloga jakiś czas temu. To ten mozolny i głęboki jak przemyślenia podczas srania drum n bass. Od razu mówię, że przesłuchiwanie tego tracku bez odpowiedniego woofera lub dobrych słuchawek mija się z celem jak próby podrywu Maciusia z klanu. Tuż po samplu który nazwałem roboczo "ostatnim krzykiem seicento" wjeżdża tłusty jak paluchy Gesslerowej basior. Na szczęście on jedynie rozjebie wam okno, przestraszy matkę i kota, ale przynajmniej nie powie że chujowo robisz swoje schabowe. SŁOŃCEPOGOŃ & NIKPSZCZOŁA in effect. Jaramy się, bo track jest masywny niczym Twoja stara po 50tce.






archiwum

2017
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010

kategorie

skladaki i sety(6)
bugaj(34)
niggor(94)
muniek(13)
Anja(17)
Dj Mystic(2)

linki

najlepszy blog na ziemi
Juciub DO MP3
juciubstars
radio czworka!
jatamsienieznam
oja
aaaghr
matusz muzik
damagecult
emi
I but wawa
bugajewo
<- cofasz sie
© 2003-2007 copyright ownlog.com
Web counter