Witam dziś trochę spokojniejsza notka, bo mnie od nienormalnych wyzywają. Wydarzenia ostatnich dni sprawiły, iż nie mogę na czas nieokreslony spożywać alkoholu więc mam nadzieję, że powstanie dzięki temu cykliczna audycja w radiu Żak oraz częstotliwość notek znacznie wzrośnie.
Słońce wyszło tak pięknie na horyzont jak zdjęcia jebanej kawy z bitą
śmietaną na instagramie. Założyłem to ustrojstwo sam nie wiem po
co i poraziłbym większość uczestników tego festiwalu samojebek
elektrycznym pastuchem i wtedy cyknął fotkę na INSTA - jak wiją
się w konwulsjach z śliną cieknącą na kurteczkę od ZARY
#instapadaka. Dobrze, wystarczy już hejtu skierowanego w ten świat
idący w bardzo złą stronę. 


Na wstępie musze powiedzieć, iż byłem na imprezie w klubie Łącznik
w Łodzi. Headliner nr 1 PANACEA, nr 2 Cause4Concern. Panacei
przedstawiać nie trzeba, kto był kiedykolwiek na jego secie ten
wie. Ryży NIEMIECKI Gestapowiec obcięty na grzybka ze srebrnymi
zębami (teraz już nie nakładką), który kocha na imprezach muzykę,
którą gra, bardziej niż większość przybyłych gości. Również
w większości przypadków lepiej się sam do niej bawi niż
większość gości, wykonując ruchy typowe dla ataku padaczki. To i
lipduby wszystkich wtrętów wokalnych o tym jak piekło otwiera
swoje bramy daje całkiem zgrabną wizję jak ma wyglądać
apokalipsa. Klub zapełniał się wstrętnymi, podłymi,
niereformowalnymi ćpunami kiedy nasz kumpel Łukasz rozgrzewał
nagłośnienie swoim secikiem . Jako pierwszy grał Cause 4 Concern,
którego nie znałem wczesniej, ale byłem pełen nadziei na miłe
zaskoczenie. Chowając się nieśmiale w tłumie jak pedofil w
przedszkolnej kuchni oczekiwałem zrzutu bombki. Mogłem się
spodziewać, że na headlinerów podciągną nagłośnienie, ale
kiedy po pierwszym pierdolnięciu poczułem, że od basu moje majtki
są już lekko brudne i do tego na lewą stronę, stanąłem wryty z
miną wiszącego Leppera (too soon?). To, jaki nagłośnieniowy czołg
wsadzili do tego kubiku Łącznikowego jets po prostu niewyobrażalne.
Bass był krystaliczny jak faszyzm posła Bosaka, a każdy sampel
delikatnie odróżniał się od drugiego nie tworząc papki
dźwiękowej. Umierałem z radości mogąc chłonąć każdy dźwięk
nie tylko uszami, ale nawet włosami w nosie, bo taka fala
uderzeniowa szła z głośników. C4C zagrał potężny set pełen
dźwięków koparek, reaktorów jądrowych (w sumie nie wiem jaki
dźwięk ma reaktor, ale na pewno wykurwisty :) i bassu rozpędzonego
jak kulfon z moniką na ciuchci. Oto kawałeczek tego zgniłego
zatrutego ciasteczka 




Drugim numerem musze się podzielić, gdyż jest to w oryginale track z soundtracku do mojego ulubionego filmu ever pt. Human Traffic. Oryginał to lajtowe transtechenko, a dla mnie jest nierozłączne ze sceną kiedy Jip wchodzi do klubu. Natomiast Current Value dodał od siebie trochę bejsu. Nie jest to może arcydzieło jak sławny rzut słoikiem z gównem w tablicę pamiatkową pod pałacem (arcydzieło fekalnego terroru na wielu płaszczyznach) , ale robi robotę i mnie się osobiście podoba. Załączam oryginał jak i remix dnb.

I dochodzimy do występu Panacei. 30 minut pierwszego setu Panacei chciałbym przytrollować na zlocie Radia Maryja. Zamiast Organisty Janusza, gasną światła, wjeżdżają kolumny, ojciec dyrektor nie wie co się dzieje i BAAANG, jak to mówi sławny cytat ze sławnej ustawki " PANOWIE ZMIATAMY ICH W PIERWSZYM PIERDOLNIĘCIU ". Pierwsze rzędy babć schodzą na zawał w pierwszych 20 sekundach, reszta próbuje ewakuacji, ale drzwi są zamknięte a MATHIS MOOTZ SCZERZY METLOWE ZĘBY W KTÓRYCH JUŻ WIDNIEJE FRAGMENT SKALPU OJCA RYDZYKA. No dobrze poniosła mnie wyobraźnia, ale ten gość naprawdę gra coś tak srogiego, że ciężko to opisać. Natomiast ten set nie dorósł do pięt jego występowi z Let It Roll (byłem osobiście) oraz setowi z Boiler Roomu dostępnemu na YT. Może byłem już wypluty jak mela po krówce karmelowej, ale no nie było tam szatańskich gabberów, które tak bardzo lubię i tak bardzo odklejają mi mózgową deskę klozetową. Generalnie wyszedłem 10 min przed końcem naprawdę zmasakrowany. Dam kawałek otwierający set z Boiler Roomu, który jest tak dobry w połączeniu z popisem scenicznym Panacei (polecam się zapoznać z video Panacea Bolier Room), że nawet skorzystałem z portalu z tekstami piosenek aby wraz z tym niemieckim ryżym pojebem  yśpiewać całą balladę o DEMONIE PO NIEMIECKU. Przepraszam z góry wszystkich, którzy w moim wiejskim Golfie będą musieli ten żenujący spektakl oglądać, bo ląduje ten track na składaneczce do fury.

Teraz trochę lżeszjeszą muzykę trzeba wrzucić dla złapania oddechu. Track pt "My friend" Groove Armady wiążę się z pewnym zabawnym wspomnieniem z ich koncertu w Wawie, którego nie będę przytaczał na łamach bloga, bo jest żenujące. Od liquid drumnbassu uciekłem ostatnimi czasy dość daleko, ale takie perełki sobie wrzucam na playlistę youtube. Ten jest naprawdę świetny na wiosenną przejażdżkę kradzionym rowerem lub przejażdżkę furą tatusia do filmiku na instagram jako tło. Najlepiej puść to w sportowym BMW i zrób filmik jak ruszacie z kolegą identycznymi falowanymi grzywkami wybranymi z katalogu 3 modnych fryzur, które teraz są lajkowane na instagramie. Krótko z boku, fala na czole, jestem pizdą , ja pierdole ;) NUmer dedykuje Maciejowi, uczestnikowi wspomnienia.

Jeszcze fajny remix S.P.Y'a z tym głębokim basem, który tak ostatnio ukochałem. No SPY to jest jednak klasa sama w sobie, jest wykurwisty jak posiadanie GSHOCKA w liceum. Tyle na ten temat.

I taki sentymentalny track zamykający notkę. Do tego w sumie nie mam komentarza.


I NA KONIEC SMUTNY KARTONOWY ROBOT Z MUZYKĄ NA USZACH. 





Name:

Komentarze: