"Czy czujesz ten wiatr?" - nie jest to cytat z alkoposiadówek z ziomkiem po zjedzeniu pizzy, lecz początek frajerskiego wiersza, który musiałem deklamować na koniec 8 klasy podstawówki. Słuchałem już wtedy Prodigy, ale również Music Instructora więc nic nie jest w stanie mnie uchronić od clichee LAMUSA. Wiatr wieje, śnieg zaczął pizgać, rury ciepłownicze wypełniły się ciepłą wodą, a pod rurami odbywają się pierwsze kolacje gdzie brodaty i lekko jebiący serem lazur bej podaje w menu fiolet wielkopolski przepuszczony przez pachnący Polską pieczywny filtr. Lada moment kupując mięso mielone, będę musiał ją wygrzebać spod stosu czerwonych bombek w akompaniamencie piosenki o niespełnionym trójkącie gejów w domku w górach, spowodowanym foszkiem jednego z nich. I tak jestem zaskoczony, że jeszcze nie grają Last Christmas, toć już 20 listopada, pewnie Bosak zablokował gejowskie pieśni marszem na ZAiKS. Czy piosenki będą ładne? OTÓŻ NIE. Dziś skupię się raczej na dnb, który jest grany w podziemiach Kremla do pokerowych sesyjek między jądrami więźniów politycznych, a akumulatrorem samochodowym. Jednym słwoem nic fajnego - idź stąd. Zacznę jednak delikatnie, emocjonalnie, rzekłbym płaczliwie jak Olivier Janiak kiedy pierwszy raz przymierzył szpilki swojej mamy.

Fred V & Grafix - porządna firma, acz smród komercji unosi się już delikatnie i uderza w nozdrza jak zapach siarki kiedy w ciemnym pokoju zgaśnie już czerwona łuna światła podpalonego pierdnięcia. Ten track jest jednak mocno w klimacie HYDRY z poprzedniego albumu, która mnie swoją wiksiarską bazą samplową niestety kupiła. Wiem, że gdybym urodził się na wsi, byłbym klasycznym wixa driverem. Czuję, że w poprzednim wcieleniu musiałem mieszkać w Parzyniechach. I jeszcze niepokonana w mej duszy chęć posiadania Golfa III. Reinkarnacja, wixacja, gnoju przecucacja,duchowa sublymacja, taka sytuacja. Łykamy track, jest niezły i przyzwoicie można przy nim pokazać koleżkom jak zajebiście pizga zakręty Nissan Micra Twojej starej.


Hybrid Minds nie trzeba nikomu przedstawiać. Dnb lekkie i przyjemne. Dla frajerów i 14 letnich dziewczynek trzymających cnotę na gang bang z The Jonas Brothers. Żartuję, lubię bardzo ich twórczość, liquid dnb, zazwyczaj w doskonałej oprawie wokalnej. Plus dla HM, że na Audio zagrali swoje, a nie weszli z rozpierduchą w tłum naćpanych buraków przytulających głośnik i liżących kartę bankomatową w poszukiwaniu resztek z podziału białego majątku.
Bcee dorzucił trochę brudu do bassu, nie połamał, nie udziwnił, nie spalił tęczy. Jest delikatnie, ale z fajnym bassowym tarciem dupska o drewniany blat.


Na koniec coś do wciągania kresek z licealistami. Jest to obiektywnie rzecz biorąc tak żenujące jak designerzy Fiata Multipla, ale daję, gdyż nie da się do tego nie tupać. To trochę jak z bojkotem wesela. "Pierdole to wesele, nie będę tańczył do tego discopolo gówna, kochanie idźmy stąd tuż po oczepinach" 4h i 0,7 l później napierdalasz w kółeczku z debilnym uśmiechemi rozpiętą koszulą głośno prując japę CUDOOOOOWNYCH RODZICÓÓÓÓÓÓW MAAAAAM. Tak właśnie jest z tymi radiowymi bejsami. Gówno niedobre, ale na bombie tupiesz jak na odpuście do Shazzy. Zresztą Wilkinson jest raczej zdeklarownym discobejsiarzem i kocha pinionszki bardzio. Good for him. Zarzuć dziewczynie w aucie żeby rohypnol w piwku, które jej kupiłeś, bo jest nieletnia, dobrze się wkręcił :D


Teraz przechodzimy do twardych jak zamarznięty menel brzmień. Nie byłbym sobą gdybym nie wrzucił czegoś od BSE. To jednak jest porządna firma. Ich releasy są smaczne w odbiorze jak wpierdol Wiplera, bluzgi żula, którego trafiłeś jajkiem z balkonu oraz brudne jak stopy Cejrowskiego. Każda produkcja kosi mi system dogłębnie. W tym przypadku nie jest inaczej. Do tego tytuł odnoszący się do przerośniętej części mojej osoby. Bierzcie to gówno na klatę jak na shitlovers-paradise.com (tak jest to prawdziwa strona ) 


Płytą Sunchase'a jarałem się już na łamach bloga jakiś czas temu. To ten mozolny i głęboki jak przemyślenia podczas srania drum n bass. Od razu mówię, że przesłuchiwanie tego tracku bez odpowiedniego woofera lub dobrych słuchawek mija się z celem jak próby podrywu Maciusia z klanu. Tuż po samplu który nazwałem roboczo "ostatnim krzykiem seicento" wjeżdża tłusty jak paluchy Gesslerowej basior. Na szczęście on jedynie rozjebie wam okno, przestraszy matkę i kota, ale przynajmniej nie powie że chujowo robisz swoje schabowe. SŁOŃCEPOGOŃ & NIKPSZCZOŁA in effect. Jaramy się, bo track jest masywny niczym Twoja stara po 50tce.






Name:

Komentarze: