Stęskniłem się za blogiem jak pedofil za Kambodżą i stwierdziłem, że ostatnimi czasy wyszło tyle dobrej muzyki z gatunku dnb, że nie mogę wiecznie zamęczać mojej kobiety opowieściami o niej, lecz coś napiszę. Pogoda jest dobra mniej więcej do wieczornej konsumpcji spirytusu i obrażania matek kolegów, którzy są na tej samej planszy co Ty w Counsterstrike'u. Zamierzam zatem podjechać klimatycznymi trackami, pełnymi w brzmieniu i czującymi się jesienią w słuchawkach lepiej niż murzyn na boisku do kosza. Potrzebuję dobrych słuchawek jak afryka szczepionki na HIV, ale każde które biore, umierają fizycznie w pół roku. Albo mam nieforemny łeb albo po prostu chiński 10 latek nie umie tego porządnie skleić w fabryce - sam już nie wiem ;) . Wracając do tematu jedziemy z 5 kawałkami jak zawsze. 

Zacznę od duetu Technimatic czyli Technicolour i Komatic złożeni w jeden wyraz oraz muzyczny środek wyrazu. Mój przemiły kolega Jakub podrzucił mi ich album Desire Paths. Płytka jest podróżą do wnętrza i esencji spokojnego, melodycznego brzmienia liquid dnb. Oczywiście znajdujemy też tracki, gdzie duo ujawnia swoje zamiłowanie do cięższych sampli, ale głównie płyniemy tratwą wśród opadającyh liści drzew na brzegu Dunajca oraz rajcujemy się do tej muzyki  bobrami i przyrodą. Jest różnorodnie, nie ma nudy jak na house'owych potańcówkach dla muzycznego plebsu. Numerki Night Vision i Intersection promują płytkę. Night Vision jest zdecydowanie na spacer z psem i zadumę nad tym dlaczego dziewczyna nie chce oddać Ci się analnie. Zasamplowana trąbka wieje z słuchawek w uszy delikatnie jak na bryza na tajlandzkiej plaży chociaż chuj wie jak tam wieje, bo nie stać mnie na wycieczkę. Teledysk z cyklu nie mamy hajsu na dobre dupeczki więc ładujemy film z naszej trasy. Ja to kupuję max, bo jest trueschoolowy jak klapek Kubota - tani,  ale wzbudza radość i szacunek.


Jak byłem dzieckiem to lubiłem chodzić po parku i zbierać kasztany w celu ich zbierania. Są okrągłe, lśniące i brązowe jak wypróżnienia po zbyt dużej ilości błonnika. Jest w nich coś hipnotyzującego na tyle, że napierdolimy ich całą torbę aby potem wzorowo wyjebać do śmieci jak już zbledną i zaczną wyglądac nie jak symbol jesieni, lecz jak kozie gówna obok afgańskiej lepianki. Przecież nie można zrobić 6000 ludzików z zapałek, a właśnie na taką ilość starczałą torba z 5kg kasztanów, którą targało się do domu. Po tym krzepiącym i ciepłym jesiennym intro przedstawiam wam płytę Etherwooda, który motywy listno drzewne bardzo lubi i tworzy muzykę dla wiewiórek na konopnym haju. Płytka Blue Leaves jest tak dobra, że możesz ją podarować dziewczynie i nawet się biedna nie zorientuje, że to drumnbass, a i buziaka dostaniesz. Etherwood szuka jedynie gładkich, instrumentalnych i emocjonalnych brzmień dnb i wychodzi mu to rewelacyjnie. Bezapelacyjnie must have na wspólne listopadowe wycieczki z drugą połówką ( kobietą lub butelką, zależy kto jak lubi spacerować). Mnie osobiście bardzo podpłynął numer Souvenirs z pięknym wokalem Zary Kershaw (sorry guys, brzmi ładnie, ale wygląda słabo jak to brytyjskie wokalistki - za dużo Burger Kinga, za mało słońca) . Teledysk jest równie ciekawy, co mecze polskiej ekstraklasy, więc polecam wyłączyć wizję. 


Czekałem bardzo długo na nową płytę Nero i byłem przerażony jak 13 latka przy pierwszych krwawych majtkach. Zapowiadała się popowa miazga i odejście od jakiegokolwiek twardszego brzmienia. I co otrzymaliśmy? Krwawą popową miazgę o zabarwieniu erotyczno elektronicznym. Niestety ja lubie damski wokal i te ckliwe tekściki na lekkich basikach okraszone syntezatorkami smyrają mnie po uszkach jak babcia swojego wnusia. Moja dusza tandeciarza znowu wyzionęła z kibla i poszalała na weselu jak Wujek Janusz uparcie próbujący sprawić ruchami krocza aby konkursowy balon pękł na dupie jego 20 letniej siostrzenicy (te konkursy weselne naprawdę wymyślał jakiś wiejski ziomeczek Szatana, zamieszkujący wieś obok miasta Piekło o uroczej nazwie Piekliki Stare). Tak czy inaczej traktuję Nero jako wstydliwą płytę do samotnego kuchennego tańczenia w majtach do owsianki. Porywa, ale nie będziemy się czarować, że nie jest to klocek. Wybrałem "twarde" jak ser edamski SATISFY z płyty Between II Worlds. Shame on me. Polecam każdemu płytkę do odsłuchu. Niech pierwszy rzuci we mnie kamieniem, jeśli po 3 przesłuchaniach numeru Into The Night nie będzie w aucie śpiewał jak cipka tego ckliwego tekstu o ucieczce kochanków ;)


Wracam do normalnej muzyki i następny w kolejce jest remix Pana, którego przedstawiać nie trzeba. S.P.Y to już firma, której reklamować chyba nie muszę. Gość robi takie remixy, że czapki same lecą z głów od podmuchu powietrza z subwoofera. Ubarwić popowy numer taką dozą niskich tonów, wywalić cały układ melodyczny do góry nogami i zrobić z niego taki banger na imprezy dnb, że bass sam rozpina Ci rozporek - nie każdy potrafi. Jak dla mnie to jest majstersztyk. Cukierkowe intro pełne pierdnięć tęczowych jednorożców nie zwiastuje dropa, który sprawi, że powietrze z nawiewu w furze cofnie się do silnika. Wow Wow Wow. Nie mam pytań. Podgłośnić do maksimum po 60 sek :D oprzeć śrubokręt o woofer i wsadzić końcówkę między jedynki, poczekać 5 sek. GET THE LONDON LOOK SKURWYSYNU ! Przepraszm, za bardzo się niestety jaram tym trackiem.


Ostatnim numerkiem dzisiejszej notki będzie również produkcja Szpiega z kropkami. Soulowy numerek na szybkich talerzach do 2 minuty. Potem jak zwykle pianinko zostaje ubarwione tłustym jak Ryszard Kalisz i niskim jak poczucie własnej wartości anorektyczki basem. Cudowny mix soulu, liquid dnb i deep bassu. Przede mną cała płyta Fast Soul Music ze stajni Hospital. Sądzę, po trakcliście, że może to być odkrycie roku moje. Fajne jest to, że dnb wciąż nie przestaje mnie zaskakiwać. Nie muszę na siłę wmawiać sobie, że coś jest dobre, lecz podnoszące się włosy na rękach i ściskające się pięści do robienia dramowej praleczki same decydują o kliknięciu DODAJ DO PLAYLISTY. Music is everything.














Name:

Komentarze: